Legenda o Czarnej Damie
Pałac w Wieży koło Gryfowa Śląskiego był już bardzo stary. Już w czasach kiedy mieszkańcy Wieży wymarli na zarazę, spoglądał on dumnie ze stromej, skalistej krawędzi Kwisy na dolinę rzeki. W owym czasie zamek był w posiadaniu rycerza, którego żony ze względu na zatwardziałość serca, skąpstwo i chciwość bano się w okolicy. Pomimo jej wielkiego bogactwa biedni i chorzy nie znajdowali u niej pomocy ani pociechy i wielu proszących było bezlitośnie wypędzanych z zamku. Tak obciążona winami władczyni pałacu nie mogła oczywiście po śmierci znaleźć łaski przed tronem Wielkiego Sędziego. Została ona skazana na tak długie, bezustanne błąkanie się po miejscu swej bezduszności aż jej skarby po sztuce złota rozda biednym i potrzebującym. Pojawiła się więc w pałacu jako wysoka i czarno spowiła postać. W dłoni dzierży drąg, na którym zamieszczony jest srebrny dzwoneczek. Jeśli kogoś spotka, wzdychając przekazuje mu sztukę złota. Zaraz potem znów znika. Często też jej pojawienie się związane jest z brzękiem łańcuchów i monet. Pewna biedna tkaczka z Giebułtowa była w Gryfowie Śląskim na targu z przędzą, i zamierzała wrócić do domu drogą łączącą obie miejscowości. Noc już zapadła, kiedy przechodziła koło bramy majątku. Nagle usłyszała głos dzwoneczka i kiedy spojrzała w kierunku skąd dobiegał, zobaczyła czarną postać zjawy, która skinęła na nią zachęcająco. Sparaliżowana strachem zastygła tkaczka bez ruchu i nie mogła wydobyć słowa. Wtedy "Czarna Dama" zbliżyła się do niej i włożyła jej sztukę złota do koszyka i znikła w ciemnościach nocy. Cicho pobrzmiewał jeszcze dzwoneczek na drodze tkaczki, która stała w bezruchu cała drżąc i dygocząc. Potem jednak wróciła do Gryfowa Śląskiego i opowiedziała co się jej przytrafiło. I pewnie nikt by jej nie uwierzył gdyby nie sztuka złota potwierdzająca całą historię.


 
następny artykuł »