Rozmowa przeprowadzona w dniu 28.06.2004. - Rozpocznijmy od Pańskiej oceny minionego sezonu w wykonaniu Gryfa. - Spodziewałem się takiego pytania. Sezon oceniam bardzo pozytywnie. Miejsce, które zajęliśmy - pierwsze - samo mówi za siebie. Niektóre mecze były bardzo ciężkie, a było to spowodowane osłabionym składem, gdyż kończyliśmy rundę z ubytkami kadrowymi. Przyczyny tego to kontuzje, a także odejście z klubu dwóch zawodników w trakcie trwania sezonu. Mowa o wypożyczeniach: Krzysztofa Marca do Woskaru Szklarska Poręba i Kamila Szymkowiaka do Olszy Olszyna. Niektórzy wyjechali "za chlebem" do Niemiec. Myślę tutaj o Adamie Markiewiczu. Pozostało w zasadzie czternastu zawodników. W trakcie trwania rozgrywek graczy z gry eliminowały - jak mówiłem - kontuzje oraz kartki, co dało efekt tego, że ostatnie trzy mecze kończyliśmy gołą jedenastką. Dobrze, że po pierwszej rundzie mieliśmy 10 punktów przewagi. Pewien komfort psychiczny pozwolił nam ją jeszcze powiększyć. Powszechna opinia głosiła, że nasza grupa w klasie "A" była słaba pod względem piłkarskim za wyjątkiem jednej-dwóch drużyn. Ja jednak jestem innego zdania. Gra się tak jak przeciwnik pozwala. To, że graliśmy trochę lepiej od pozostałych, zaowocowało przewagą trzynastu punktów w końcowej tabeli i to mnie zadowala. Cały sezon uważam więc za bardzo udany, osiągnęliśmy to, co zakładaliśmy sobie przed rokiem. Nie spodziewałem się tylko, że zdystansujemy rywali aż na 13 punktów, a świadczy to tylko o klasie naszej drużyny. - Jakie wydarzenia z przeciągu ostatnich miesięcy zakwalifikowałby Pan na plus, a jakie ustawił w świetle negatywnym? - Zjawiskiem in plus będzie na pewno to, że posiadamy dwóch równorzędnych bramkarzy, w tym jeden młodzieżowiec. Cała rzecz w tym, żeby poprzez selekcje nie doprowadzić do obniżenia poczucia własnej wartości jednego z golkiperów. Doprawdy, reprezentują równy poziom. Za pierwszym, Maciejem Śmieszkiem przemawia rutyna, ma on już za sobą występy w "okręgówce". Zaś Dariusz Nowosielski jest młodzieżowcem i broniąc w chwilach, gdy Maciek miał kontuzję spisał się w gryfowskiej bramce nader dobrze. Minusem bez wątpienia była mała ilość zawodników gotowych do gry. W pewnych momentach było ciężko "skleić" tą jedenastkę zawodników. Do tej rubryki można też dopisać zachowanie niektórych osób z zewnątrz klubu, udzielających się społecznie. Miało to miejsce jesienią ubiegłego roku i powstało przez to pewne zamieszanie, które odbiło się na grze Gryfa na wiosnę. - Runda jesienna była znacznie lepsza od wiosennej w wykonaniu drużyny Gryfa. Gołym okiem można dostrzec, że ostatnio zespół bazował na przewadze uzyskanej jesienią, nie prezentując już takiej gry jak w drugiej połowie ubiegłego roku. W czym można znaleźć tego przyczynę? - Pierwszą przyczyną był brak motywacji u zawodników. Uzyskaliśmy taką przewagę, że trudno ją było roztrwonić. Ujemny wpływ na grę Gryfa miały, jak mówiłem, pewne osoby, które w pierwszej rundzie namieszały trochę chłopakom w głowach, w drugiej z kolei odwrócili się od drużyny. Przyczyn słabszej gry można także doszukiwać się w tym, że nasi gracze pracują, mają swoje rodziny. Jesteśmy klubem typowo amatorskim, czasem ciężko było ich zmobilizować, tym bardziej, że przewaga z poprzedniego roku była bardzo duża. - Osiągnięty przez Pana rezultat jest godzien pochwały. Zdarzyło się jednak kilka wpadek, jak porażka na własnym stadionie ze Skalnikiem Rębiszów czy remisy z drużynami teoretycznie słabszymi. Jakie błędy zostały popełnione i czy można było im jakoś zapobiec? - Tak, porażka czy też remisy na własnym boisku zmuszają trenera i piłkarzy do myślenia. Błąd tkwił w problemie motywacji. Ta z wiosny zdecydowanie nie mogła się równać z tą z pierwszej rundy, o czym świadczą same wyniki - 11 zwycięstw i jeden remis. To najdobitniej odzwierciedla kontrast pomiędzy dwoma rundami rozgrywek. Co do innych błędów, to na pewno nie jestem idealnym trenerem. Potrafiliśmy jednak wyciągnąć wnioski z wcześniej źle postawionych kroków, co później przełożyło się na zwycięstwa, a tych było w tym roku osiem. - Owe wpadki to jednak nieliczne przypadki. W większości można było cieszyć oko wysokimi zwycięstwami w meczach u siebie, a także na wyjazdach. Ma Pan na to jakąś receptę? - Jedyną receptą na to jest zbierający właśnie w takiej postaci efekty, owocny trening. - Czy okiem fachowca może Pan z czystym sumieniem powiedzieć, że w Gryfie są zawodnicy prezentujące poziom ponadprzeciętny? Poszukiwacze talentów z wyższych lig przy słabych funduszach rozglądają się w niższych ligach za graczami wybijającymi wśród pozostałych, czego przykładem może być Wojtarowicz (awans z IV do I ligi). Mógłby wiec Pan kogoś wyróżnić? - Spokojnie, my dopiero awansowaliśmy z "A" klasy do ligi okręgowej. Nie chciałbym tutaj operować nazwiskami. Talent to nie wszystko, ale z jego szczyptą i ciężką pracą dwóch-trzech zawodników będzie miało może w przyszłości szansę wypłynąć na szerokie wody. Najważniejsza jest jednak solidna praca na treningach. - Od oceny piłkarzy przejdźmy do Pańskiej opinii na temat pracy na linii zawodnicy-trener-działacze. Czy przy osiągnięciu upragnionego awansu można mówić o idealnych Pańskich stosunkach tak z działaczami, jak i z piłkarzami? - Nie, nie (śmiech). To nie jest sielanka. Gdyby to była Idylla, to można by powiedzieć, że wszystko układało się bez zarzutu. Z pewnością były jakieś niedociągnięcia ze strony mojej oraz piłkarzy i zarządu. Generalnie jednak, w mojej opinii, praca na linii zawodnicy-trener-działacze układała się bardzo dobrze. - W gryfowskim środowisku piłkarskim bardzo wiele mówi się o przejęciu drużyny przez nowego sponsora z zakusami nawet na IV ligę. Mówi się o poważnych wzmocnieniach, ale także o zmianie na stanowisku trenerskim. Jako strona zainteresowana, mógłby Pan wyjaśnić całe zamieszanie? - Od wyjaśniania to nie jestem ja (śmiech). Od tego jest zarząd z prezesem na czele. Na dzień dzisiejszy, mogę już powiedzieć, że dostałem powołanie powrotne na trenera pierwszej drużyny Gryfa. Niestety na nowych zawodników nas nie stać, a sponsorem w dalszym ciągu będzie Urząd Miasta i Gminy w Gryfowie Śląskim oraz sponsorzy indywidualni, na których bardzo liczymy. Może nie będą to kwoty rzucające na kolana, ale jeżeli obecny stan rzeczy utrzyma się, to myślę, że jesteśmy w stanie powalczyć w nadchodzącym sezonie. - Jak będą wyglądały przygotowania do nowego sezonu? Ma Pan w swoim notesie listę upragnionych piłkarzy, których najchętniej wkomponowałby Pan w skład Gryfa? - Cykl treningowy jest wcześniej przygotowywany przeze mnie. Jest on już sprawdzony, nie tylko w tej drużynie. Okres przygotowawczy rozpoczynamy w poniedziałek o godzinie 17:00. Zobaczymy, kto z zawodników się na nim pojawi. Na chwilę obecną, jeżeli chodzi o wzmocnienia, to nie mam nazwisk, które mogłyby być sensacją, chociaż są prowadzone rozmowy z zawodnikami. - W co więc Gryf będzie mierzył w lidze okręgowej? - Głównym celem postawionym już teraz przed zespołem jest walka o utrzymanie się. Jeżeli będzie lepiej, to wszyscy będziemy szczęśliwi. - Kończą się powoli Mistrzostwa Europy w piłce nożnej rozgrywane w Portugalii. Na kogo stawiał Pan przed nimi i kto według Pana przed półfinałami ma największą szansę zdobyć tytuł mistrza Europy? - Do piątku stawiałem na Francję. W tej chwili trudno mi wybrać faworyta, ale jeżeli mogę wytypować, to stawiam na Portugalię. - Dziękuję bardzo za czas poświęcony na rozmowę, a także w imieniu kibiców oraz redakcji internetowego serwisu Gryfa za awans w pięknym stylu. Życzymy powodzenia w karierze trenerskiej oraz życiu osobistym, mając nadzieję na jak najlepsze wyniki gryfowskiego Gryfa. - Chciałem także podziękować za możliwość wypowiedzenia się. Dzięki naszej stronie internetowej pragnę także podziękować w szczególności kibicom Gryfa. W minionym sezonie było wspaniale i w imieniu drużyny proszę o jeszcze lepszy doping, nawet w momentach kiedy nam nie będzie szło.
Rozmawiał: Dobrzan
|
|
|