Jakub Żulczyk - Zrób mi jakąś krzywdę
Wbrew temu, co może sugerować tytuł książki, nie jest to poradnik młodego masochisty. Książka Jakuba Żulczyka, to najzwyklejszy w świecie romans... osadzony w realiach pokolenia wychowanego na grach wideo, sitcomach Polsatu i filmach pokroju Rambo czy Karate Kid...
Pewne mądre porzekadło mówi: „O gustach się nie dyskutuje”. Nie złamię go i nie ocenię wyboru Dawida, głównego bohatera „Zrób mi jakąś krzywdę”. Mogę natomiast napisać, kogo ma zamiar krzywdzić? Kaśka to maniaczka gier konsolowych. Ma 15 lat, jest uzależnioniona od swojego Gamecube`a, z którym nie rozstaje się praktycznie na krok. Ponadto jest inteligentna i wredna. Jeśli w tej chwili wietrzycie romansidło dla nastolatków, wracamy do postaci Dawida. Ma on 25 lat, niedawno skończył Prawo i wydaje mu się, że nic ciekawego już go nie spotka. Znajdzie pracę, ożeni się z jedną z koleżanek swojej byłej dziewczyny i jakimś cudem dotrwa do emerytury. Tymczasem wraz ze swoimi kolegami z uczelni bawi się ile może. Dopiero poznając niepozorną Kaśkę uświadamia sobie, że potrzebuje czegoś więcej, niż dziewczyna do łóżka i butelka wody mineralnej na kaca o poranku. Tym „czymś” jest właśnie młodociana „caryca konsol”. Dawid boi się jednak posądzenia o pedofilię i udaje starszego brata Kaśki. Rodzi to wiele nieporozumień między dwójką bohaterów. Dawid porywa ją (za zgodą poszkodowanej) w podróż, podczas której, natykają się na aktorów porno, detektywa-paranoika z telewizji, czy też dresiarzy i uczestników alternatywnego festiwalu muzycznego. Ich przyjacielem zostaje poznany podczas trasy Wiktor - przygłupawy fan New Kids On The Block, z jednym dreadem na głowie. Znajomość ta rodzi wiele komicznych sytuacji, a sama podróż obfituje w liczne niespodzianki. Przedstawione w książce uczucie jest pełne wątpliwości, nieufności a jednocześnie pożądania i wzajemnej fascynacji. Korzystając z kolejnego powiedzenia: Dawid „zakochał się po uszy” i ta miłość uderza z kart opowieści bardzo często. Nie wszystkim musi przypaść to do gustu, jednak dla mnie sposób opisania miłości w piórze Żulczyka, jest bardzo szczery. Ciekawostką, która przyciągnęła mnie do przeczytania romansidła, było pionierskie w Polsce wykorzystanie porównań do świata gier i popkultury przełomu wieków. Czytając o Kaśce, że „wygląda najlepiej, wygląda jak ostatni poziom Prince of Persia”, czułem się jak w domu. W książce niejednokrotnie są przywoływane wielkie konsolowe hity, zamiat rozdziałów są levele, a „Gamecube Girl” grozi na przykład: „przegrzanie procesora od natłoku informacji”. Dla pokolenia PlayStation lektura będzie miłym doświadczeniem. Jeśli ktoś nie ma growych doświadczeń z przeszłości, może nie zrozumieć kilka porównań, jednak nie wiążą się z tym problemy ze zrozumieniem ogólnej treści utworu. Jakub Żulczyk operuje bardzo dobrym językiem. Bawi się słowami i wychodzi mu to bardzo dobrze. Porównania, których używa są niejednokrotnie totalnie zaskakujące, a jednocześnie po przeczytaniu wydają się bardzo oczywiste. Wysoka forma tekstu jest utrzymana przez całą opowieść. Streszczenie z tylnej okładki głosi „Książka robi to co wszystkie dobre książki, (...). A Jakub Żulczyk (1983), jest lepszy od twojego ulubionego pisarza”. Stwierdzenie to jest być może na wyrost (żebym ja miał ulubionego pisarza), ale jest w nim ziarenko prawdy. Jeśli przyszło Ci grać w Metal Gear Solid, klnąc na to, jak zdobyć inne wersje PAL key, jeśli marzyłeś o drugiej połowie, która dzieliłaby Twoją pasję do pikseli na ekranie, jeśli rozumiesz co napisałem w tym zdaniu, to po prostu musisz przeczytać tę książkę. W innym wypadku polecam ją jako ciekawą lekturę osadzoną w realiach czasów współczesnych, napełnioną dawką czarnego humoru, dramatyzmu, a przede wszystkim, morzem miłości. dragu Jakub Żulczyk - "żrób mi jakąś krzywdę" - recenzja by Mariusz Dragan is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.
biblioteka
recenzja
|
|
|