| "Gryf " ma sześćdziesiąt lat - 60 lat piłki nożnej |
|
Latem i wczesną jesienią 1945 roku padły pierwsze słowa o zorganizowaniu sportu na terenie naszego miasta. Na apel do czynnego uprawiania sportu zgłosiło się kilkudziesięciu mężczyzn w wieku od 20 do 40 lat. To właśnie oni zorganizowali skup sprzętu sportowego od mieszkańców miasta w większości jeszcze wtedy Niemców. Wynik tej akcji dał nadspodziewane rezultaty. Zakupiono sprzętu sportowego tyle, że sport mogli uprawiać prawie wszyscy od najmłodszych do najstarszych. Ogłoszono, że w niedzielne popołudnie odbędzie się zbiórka wszystkich chętnych do kopania piłki. O dziwo, do czynnego uprawiania sportu zgłosili się prawie wszyscy mężczyźni w wieku od 10 do 60 roku życia. Wszyscy zachwycali się umiejętnościami kolegów młodszych i starszych, ale ktoś musiał zadecydować o tym,czy umiejętności chętnych są wystarczające do czynnego uprawiania sportu. Na pomoc sportowcom przyszła Miejska Rada Narodowa. Na jednej z sesji podjęto uchwałę, zezwalającą na utworzenie klubu sportowego wtedy jeszcze w Gryfogórze, wyznaczono plac, na którym można uprawiać sport, oraz wskazano lokal na świetlice klubową. W październiku 1945 r. powstał pierwszy klub sportowy "WADOWIANKA" z sekcją piłki nożnej, piłki siatkowej i tenisa stołowego. Dlaczego właśnie "Wadowianka"? Otóż do zorganizowania administracji państwowej w naszym mieście przyjechała grupa operacyjna składająca się z mieszkańców Wadowic. To właśnie grupa z Wadowic przewodziła wszystkim poczynaniom organizacyjnym w mieście. Z nimi też przyjechali młodzi ludzie, którzy podjęli tu pracę oraz organizowali życie sportowe. Prezesem okrzyknięto jednogłośnie mistrza cukiernictwa Tadeusza Ruszkiewicza z Wadowic. Zawodników spisano na kartce i to tylko dla celów zaopatrzeniowych. Tak mijał rok 1945. Na przełomie 1945/46 miasto otrzymało połączenie kolejowe z Jelenią Górą, kosztowało to niemało wysiłku braci kolejarzy, którzy aż z Krakowa przyjechali do naszego miasta. Najazd kolejarzy wywarł duży wpływ na rozwój miasta i oczywiście sportu. Z kolejarzami przyjechało wielu sportowców z krakowskiego klubu sportowego "Olsza" i to właśnie oni zaczęli nadawać ton rozwojowi sportu w naszym mieście. Pierwsze promienie wiosennego słońca wypędziły sympatyków piłki nożnej na place, na których można było pokopać. Na boisko piłkarskie postanowiono przeznaczyć plac przy strzelnicy Niemieckiego Bractwa Kurkowego (dzisiejszy stadion). Przy przygotowaniu boiska do gry z pomocą przyszły istniejące już Zakłady Fosforowe i Fabryka Mebli. Do prac społecznych nikogo nie trzeba było namawiać. Wszyscy mieszkańcy z burmistrzem Mędrzyckim na czele taką pracę uważali za swój obowiązek. Ponieważ zbliżało się święto 1 Maja, boisko należało przygotować do uroczystej manifestacji i do rozgrywek piłkarskich, (nawiasem mówiąc nie wiadomo jeszcze, z jakim przeciwnikiem). Treningi sekcji piłki nożnej rozpoczęto w marcu 1946r. Zawodnicy na treningi przychodzili całymi rodzinami, wszyscy byli trenerami, każdy miał coś do powiedzenia. Na szczęście taki stan rzeczy nie trwał długo. Ci, którzy znali się na piłce nożnej wzięli sprawy w swoje ręce i co najważniejsze zaakceptowali to zawodnicy. Czy to były treningi takie, jak powinny być? Na pewno nie. Do obchodów pierwszego święta ludzi pracy w roku 1946 przygotowywano się bardzo starannie. Już w połowie kwietnia dogadano się na spotkanie piłkarskie z reprezentacją garnizonu jednostki radzieckiej stacjonującej w naszym mieście. Komendant garnizonu na prośbę klubu przysłał do pomocy przy przygotowaniu boiska swoich żołnierzy. W niecały rok po wyzwoleniu i pracy całej społeczności miejskiej w pochodzie pierwszomajowym maszerowali w strojach sportowych zawodnicy. Po południu o godz. 16.00 na murawę boiska na pierwszy mecz wybiegły reprezentacje "Wadowianki" i reprezentacja garnizonu wojsk radzieckich. Kto żyw z Polaków był świadkiem pierwszego widowiska sportowego. W składzie "Wadowianki" grali: Józef Kowalski, Edward Kużniar, Jan Pułka, Andrzej Trzos, Zdzisław Maga, Eryk Sobieraj, Stanisław Kosikowski, Antoni Kasprzycki, Wiktor Albin, Marian Mak, Adam Brodacki. Drużyna w tym składzie rozgromiła piłkarzy jednostki radzieckiej 6:0. Co się w tedy działo na boisku, trudno dzisiaj nawet opisać. Kibicowało im prawie całe miasto, formy kibicowania były różne, ale na pewno gorące i szczere. Po meczu wszyscy wyrażali swoje zadowolenie, jedni gratulowali zwycięstwa, inni dzielnej postawy na boisku, jeszcze inni uważali, że można było zagrać jeszcze lepiej. Długo jeszcze fetowano pierwsze zwycięstwo naszych piłkarzy. W tym czasie na kolei jako komendant pracował Edward Jahnke z Leszna. Człowiek ten okazał się nie tylko świetnym pracownikiem kolei, ale również zapalonym działaczem sportowym. Nie wiadomo, kiedy i jak powstał w mieście następny klub sportowy "KOLEJARZ" kierownikiem drużyny został wspominany wcześniej Edek. Był to już profesjonalny klub, od samego początku był zarząd: skarbnik, sekretarz a przede wszystkim byli nowi piłkarze. Większość z nich pochodziła z Krakowa. Niepokój padł na zwolenników "Wadowianki", co będzie z naszą drużyną, czy potrafi wytrzymać silną konkurencję kolejarzy. Drużyna kolejarzy zaczęła grać i to lepiej niż "Wadowianka". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że co lepsi zawodnicy "Wadowianki" przejdą do "Kolejarza". Tym bardziej, że ich kontakty sportowe były dużo szersze: możliwość bezpłatnego podróżowania. Jednym słowem wszystko działo się na niekorzyść "Wadowianki". I tak się stało. Lepsi zawodnicy Wadowianki przeszli do Kolejarza, naturalnie bez zezwolenia. Nikt wtedy zawodników nie zgłaszał, nie prowadził żadnych rejestrów. PZPN wówczas jeszcze nie dotarł ze swoimi przepisami. Losy Wadowianki były przesądzone, trzeba było się z tym pogodzić, postanowiono klub rozwiązać. Sport w mieście nic na tym nie stracił. Większe możliwości kolejarzy sprawiły, że w Gryfogórze grano naprawdę w futbol na wysokim poziomie, jak na ówczesne czasy. W końcu 1946 roku i na początku 1947 rozpoczął swoją działalność OZPN w Jeleniej Górze i Kolegium Sędziów Piłkarskich. Dopiero wtedy zaczęto rejestrować wszystkie kluby piłkarskie i zawodników. Do poszczególnych klas piłkarskich przydzielano na podstawie wcześniejszych wyników. Nasz "Kolejarz" został zakwalifikowany do rozgrywek w kl. "B". Grał ze zmiennym szczęściem. Potrafił wygrać z liderem i drużynami z czołówki tabeli, a przegrywał z drużynami teoretycznie dużo słabszymi. Do wyróżniających się zawodników tego okresu których nie sposób tu nie wymienić, należy zaliczyć: Mieczysława Barana, Eugeniusza Szarago, Stanisława Kosikowskiego oraz kilku młodszych zawodników tj. Zygmunt Śliwiński, Franciszek Biernacki czy Bolesław Surowiecki. Bolesław Surowiecki, ten wielki talent piłkarski służbę wojskową odbywał w Bydgoszczy podczas której grał w tamtejszym klubie "Zawisza". Z wojska Bolek wrócił wyszkolony na piłkarza, jakiego pozazdrościł nam wyżej grający Lubań, który zaproponował mu przejście do grającej w II lidze "Sparcie". Bolek nie tylko grał z powodzeniem w Lubaniu, ale i w pierwszej jedenastce kadry Dolnego Śląska. W tym czasie pełną zdolność produkcyjną osiągają nasze zakłady pracy, a zwłaszcza GZPO, które zaczęło "inwestować" w sport a zwłaszcza w piłkę nożną. Na stadionie wybudowano trybunę, bieżnię, poprawiono płytę boiska. Niemałą zasługę miał w tym dyrektor Pawłowski kierujący zakładem przez wiele lat. Fakt ten miał niemały wpływ na tworzenie się nowego klubu piłkarskiego pod patronem Związku Zawodowego Włókniarzy. Pracownicy GZPO, świadomi wielkiego wkładu, jaki wnieśli przy modernizacji boiska, chcieli mieć swoją własną drużynę piłkarską. I trzeba przyznać, że im się to udało, ponieważ wielu piłkarzy "Kolejarza" pracowało w GZPO i przejście do drużyny "Włókniarza" stało się w krótkim czasie faktem. Drużyna Kolejarza nie utrzymała się długo, tym bardziej, że z kolei i klubu odszedł jego założyciel, Edward Jahnke, który przeszedł do pracy w Miejskiej Radzie Narodowej. Jak się wówczas mówiło, niespokojny duch Edka zaczął tworzyć zespół w pionie budowlanym "Ogniwo". W szeregach tej drużyny znalazł się min. Franciszek Biernacki zwany "Malarzem". Jego partnerem w ataku był Stanisław Kosikowski. U boku tych piłkarzy rośli młodzi, a do wyróżniających się zawodników zaliczyć należy Piotra Zygonia, Ryszarda Szlagę oraz jego brata bramkarza Zdzisława. Ci młodzi piłkarze aż do lat sześćdziesiątych nadawali ton rozgrywkom w klubie. W dalszych kolejach gryfowskiej piłki nożnej należy odnotować powstanie kolejnego klubu "Unii" przy FNF. Trzy drużyny "Ogniwo", "Włókniarz" i "Unia" w siedmiotysięcznym mieście to za dużo, żadna z nich nie miała szans rozwoju, tym bardziej, że na skutek decyzji OZPN wszystkie trzy kluby miały grać w kl. "C". "Unia", zrzeszona przy FNF już wkrótce dała znać o sobie w rozgrywkach ligowych. Młoda drużyna, zasilona kilkoma doświadczonymi zawodnikami, takimi jak Stanisław Kosikowski czy Zygmunt Śliwiński, rozpoczęła rozgrywki z dużymi szansami na awans. Dysponując dużymi jak na "C" klasę środkami pieniężnymi drużyna mogła sobie pozwolić na zatrudnienie wysokiej klasy trenerów. Był okres, kiedy "Unia" była trenowana przez p. Kurzeja. Przyjemnie było popatrzeć na treningi prowadzone przez fachowca, chłopcy wykonywali wszystkie polecenia bez żadnego ociągania się. To co pokazał trener Kurzeja na boisku z piłką, było wysokiej klasy. Sam przecież grywał w piłkę w II ligowym zespole. Nie trwało to jednak długo,ponieważ trener Kurzeja dostał propozycje pracy trenerskiej w II ligowej "Sparcie" w Lubaniu. Drużyna z Gryfowa musiała zatrudniać innych trenerów, ale to była namiastka tego, co uczył Kurzeja. W tym okresie pojawiali się nowi zawodnicy, o których nie można nie wspomnieć. Do nich należeli: Tadeusz Szymański, Ryszard Szlaga, Stanisław Woźnicki oraz Piotr Zygoń, który po kilkuletniej nieobecności wrócił do Gryfowa. Kilkuletnie zmagania "Unii" nie dały żadnego rezultatu, aż wreszcie zniechęcony zarząd postanowił w porozumieniu z władzami powiatowymi i miejskimi połączyć kluby "Włókniarz", "Unia" i "Ogniwa" w jeden TERENOWY KLUB SPORTOWY "GRYF". Początki były niezłe. W tym właśnie czasie wybudowano z płyt betonowych nowe ogrodzenie stadionu oraz domek sportu. Zatrudniono nowego trenera i zgłoszono do rozgrywek rezerwy "Gryfa" oraz juniorów jak i trampkarzy. Na wyniki nie trzeba było długo czekać. Drużyna została wzmocniona swoim wychowankiem, bramkarzem Józefem Guzikiem, którego porwała w młodym wieku drużyna z Bogatyni oraz kilkoma zawodnikami "Sparty" Lubań, którzy po odbyciu służby wojskowej w Lubaniu zadeklarowali swoją chęć grania w "Gryfie". Po pierwszym sezonie drużyna awansowała do kl. "B". A już w następnym zespół walczył o pierwszeństwo w tej klasie. Nie udało się. "Gryfa" wyprzedziła bardziej doświadczona drużyna "Włókniarz" z Mirska. W tym okresie do wyróżniających się piłkarzy należeli: Henryk Michalak, Józef Guzik, oraz nowo pozyskani Mieczysław Oryszewski Andrzej Kaleń oraz Jerzy Pindera. W sezonie 1970/71 do zespołu dołączyło kilku utalentowanych juniorów, byli to między innymi Antoni Sadowski, Józef Czarnecki, Edward Marcinów, Zygfryd Borkowski, Wiesław Szwaj, Jerzy Kozak, Jan Jagieło. Zespół zaczął grać coraz lepiej z czego najbardziej zadowolony był trener J. Guzik. Mieszanka rutyny z młodością dawała coraz lepsze wyniki. Trzon drużyny tworzyli wówczas tacy zawodnicy jak: Majchrowski, Owsik, Szałajko, Juchniewicz i Mikołajczyk. Następny sezon był dla "Gryfa" bardzo udany. Klub pozyskał kilku nowych zawodników min. Ryszarda Semkowa z lubańskich "Łużyc", Edwarda Babiaka z Iskry Proszówka. W rozgrywkach kl. "B" w swojej grupie zespół wywalczył pierwsze miejsce, co pozwoliło wystąpić mu w meczu barażowym z "Julią" Piechowice o wejście do kl. "A". Pierwszy mecz został rozegrany w Gryfowie. Zespół Gryfa zagrał bardzo dobre spotkanie i pokonał zespół z Piechowic 4:0. Trzy bramki w tym meczu zdobył Tadeusz Majchrowski, a jedną Zygfryd Borkowski. W meczu rewanżowym w Piechowicach nasz zespół wystąpił już w roli faworyta i oczywiście nie zawiódł. Mecz zakończył się zwycięstwem Gryfa 1:3 a bramki zdobyli: Z. Borkowski dwie a jedną T. Majchrowski. Gryfów Śl. wreszcie posiadał drużynę w "A" klasie. W "A" klasie występowały już zespoły, które wiedziały jak się w piłkę grać powinno. Piłkarze Gryfa mieli sporo kłopotów z akceptacją w tej klasie rozgrywek. Po rundzie jesiennej drużyna Gryfa zajmowała 12 miejsce w tabeli (ostatnie) z dorobkiem zaledwie 4 punktów. W okresie zimowym wzmocniono zespół kilkoma nowymi zawodnikami z innych klubów. Pozyskano takich zawodników jak: Antoni Kupczyk z Włókniarza Mirsk, Alfred Żebrak z Dolnoślązaka J. Góra, Kazimierz Chołyszewski ze Skalnika Rębiszów czy Roman Kuta z Olszy Olszyna. Do zespołu dołączyli również wychowankowie klubu Jerzy Anuszkiewicz i Andrzej Polesiak. Wzmocnienia okazały się bardzo trafne, gdyż zespół w rundzie wiosennej grał coraz lepiej i w efekcie zakończył rozgrywki na 9 miejscu z dorobkiem 17. Do wyróżniających się zawodników w tym okresie należeli J. Czarnecki, H. Koćmierowski, A. Kupczyk i Z. Borkowski. Utrzymanie się w kl. "A" stworzyło nowe możliwości w drużynie. Zatrudniono nowego trenera, którym został Józef Jechalski, znany i ceniony szkoleniowiec z Piechowic. Pozyskano nowych zawodników, tj. Jerzego Lewego z LZS Zaręba, Zbigniewa Mielańczuka i Andrzeja Trześniewskiego z Juweni Wrocław, Andrzeja Wójcikowskiego z Włókniarza Mirsk. Zespół grał dobrze, szybko było widać efekty pracy nowego trenera. Dowodem tego było 7 miejsce w tabeli. Największym sukcesem drużyny GRYF był awans do ligi dolnośląskiej dzisiejszego odpowiednika III ligi. W sezonie 1975 / 76 w lidze dolnośląskiej Gryf zajął 11 miejsce. Niestety, przez reorganizację drużyna spadła do klasy wojewódzkiej. W sezonie 1978/79 Gryf zajmuje pierwsze miejsce w swojej grupie. Aby jednak awansować klasę wyżej, musieli pokonać w barażach drużynę Ślęży Wrocław. Ta zapora okazała się jednak dla naszych chłopaków za wysoka. Pierwszy mecz odbył się 1 lipca we Wrocławiu, przegraliśmy 3:2, rewanż w Mirsku, bo trzeba tu zaznaczyć, że nasz stadion był wtedy w kapitalnym remoncie. Mecze rozgrywaliśmy u sąsiadów w Olszynie Lubańskiej albo w Mirsku. Tak też było i z meczem rewanżowym ze Ślężą Wrocław. 8 lipca na stadionie miejskim w Mirsku nasza jedenastka jako gospodarz podejmowała Ślężę. Po bardzo dobrym spotkaniu Gryf wygrał 3:2, sędzia musiał, więc rozpocząć dogrywkę, która nie zmieniła rezultatu. Doszło, więc do rzutów karnych, w których, niestety, przegraliśmy 3:4. Tak skończyły się marzenia o występie w klasie "M" międzywojewódzkiej. Gryf nie posiadał w swoich szeregach gwiazdorów lecz zgrany kolektyw młodych i ambitnych chłopaków. Mistrzostwo w swojej grupie zdobył występując w składzie: Kuternoziński, Kondeusz, Koćmierowski, J. Szymkowiak, A. Szymkowiak, Anuszkiewicz, Baszak, Dżamalis, Kowalonek, Opolski, Wójcikowski, Białas, Dziedzic, Czarnecki, Sznurowski, Suproń, R. Wojtkun, Jagiełło. 28 lipca 1979 r. odbyło się plenarne posiedzenie Zarządu Terenowego Klubu Sportowego "GRYF", na którym podjęto uchwałę o utworzeniu nowego klubu o nazwie MLKS "GRYF" oraz dokonano rozwiązania klubu TKS "GRYF". W skład zarządu nowo powołanego klubu jako założyciele weszło 25 osób, a prezesem został Mieczysław Sosnowski, dyrektor FNF Ubocz w Gryfowie Śl., prezesem honorowym Bogdan Nowakowski. Nowy klub powstał poprzez połączenie TKS "GRYF" oraz drużyn LZS "ZRYW" Ubocze i LZS "ISKRA" Proszówka. W 1980 roku już jako nowa drużyna wyjeżdża do Rzeszowa na drugie ogólnopolskie igrzyska sportowo-rekreacyjne mieszkańców wsi i małych miast, gdzie zajmuje pierwsze miejsce. Początki lat osiemdziesiątych to wzloty i upadki drużyny, która gra prawie w niezmienionym składzie. Nowe twarze w drużynie pojawiają się dopiero w sezonie 83/84. Są to wychowankowie, grający do tej pory w juniorach. Do nich zaliczyć należy: Grzegorza Więcewicza, Witolda Korżaka, Zbigniewa Poprawę, Adama Markiewicza, Adama Maculewicza, Adama Budę oraz Krzysztofa Rzeszuta. W tym sezonie Gryf kończy rozgrywki na szóstym miejscu w tabeli, a Henryk Koćmierowski zostaje wybrany najlepszym piłkarzem sezonu. 1 maja 1986 r. klub Gryf obchodził swoje święto z okazji 40-lecia istnienia, podczas którego wybrano spośród wszystkich piłkarzy, grających do tej pory, piłkarza 40-lecia. Tytuł ten przypadł dla H. Koćmierowskiego. Lata dziewięćdziesiąte to już zupełnie inny zespół i inni zawodnicy. Często zdarzało się, że to już były dzieci tych piłkarzy z początku istnienia klubu, tylko liga ta sama. W tedy też nawiązano kontakt z byłym piłkarzem gryfowskiej drużyny, Noelem Wolnym, obecnie mieszkającym w USA. Pan Noel, przebywając czasowo w swoim rodzinnym mieście, przekazał na rzecz klubu komplet ubrań piłkarskich i zaoferował się, że będzie fundował, co roku puchar dla najlepszego zawodnika sezonu. I tak pierwszy puchar za sezon 1990/91 otrzymał Adam Buda. W 1996 r. Gryf obchodził swoje 50-lecie. Na zakończenie obchodów 5 maja rozegrano mecz mistrzowski z Gambitem Chełmsko zakończonym wynikiem 3:1 dla Gryfa. 7 Lutego 1997 r. odbyło się Walne Zebranie klubu, na którym podjęto uchwały, dotyczące zmiany nazwy klubu z Międzyzakładowego Ludowego Klubu Sportowego na Gryfowski Klub Sportowy "GRYF" oraz zmieniono siedzibę klubu z pl. Wolności 1 na ul. Jeleniogórską 7a. W sezonie 1997/98 po słabej grze drużyna zajmuje 12 miejsce w tabeli i musi pożegnać się z kl. "O". Nowy sezon 1998/99 już z nowym zarządem w kl. "A" zapowiadał się obiecująco. Trzecie miejsce po rundzie jesiennej dawało nadzieję na szybki, tak upragniony awans. Tak też się stało. Jako trzecia drużyna w tabeli awansowaliśmy po rocznej przerwie ponownie do kl. "O". Niestety, częste zmiany trenerów, jak i odejście kilku zawodników, spowodowało, że po dwóch sezonach w okręgówce drużyna "Gryfa" znów znalazła się o klasę niżej. W sezonie 2002/2003 "GRYF", wzmocniony nowymi zawodnikami, ponownie walczy o awans. Niestety, ośmiopunktowa strata po rundzie jesiennej do prowadzących Wojcieszyc okazała się nie do odrobienia. Dobrze przepracowana przerwa wakacyjna oraz zadawalające wyniki meczów sparingowych ponownie rozbudziły nadzieję wśród kibiców. 25.08.2003 r. rozpoczął się kolejny sezon. Drużyna "Gryfa" jako pewniak pojechała po pierwsze punkty do "Zrywu" Ubocze. Mecz zakończył się naszą wygraną 0:6 (0:2), potem były kolejne mecze i kolejne zwycięstwa. Rundę jesienną drużyna kończy jako niepokonana. 11 zwycięstw i jeden remis daje drużynie 10 punktów przewagi nad drugą drużyną w tabeli. Wiosna okazała się jeszcze lepsza. Na kilka kolejek przed końcem sezonu drużyna wywalczyła sobie ponowny awans do kl. "O". Nowy sezon 2004/2005 zaczął się bardzo udanie. Drużyna "Gryfa" wygrała pierwszy mecz z Wojcieszycami 2:1, później było coraz gorzej. Po trzech porażkach z rzędu i czwartym remisie z funkcji trenera zrezygnował E. Suproń. Jego miejsce zajął również były piłkarz "GRYFA" B. Dżamalis, który ze zmiennym szczęściem prowadził zespół, który walczy o spokojny byt i bezpieczne miejsce w tabeli. Niestety rundę jesienną drużyna kończy na ostatnim 16 miejscu. 4 grudnia 2004 roku w Gryfowskim Ośrodku Kultury odbyło się zebranie sprawozdawcze, na którym prezes klubu a zarazem burmistrz miasta Czesław Wojtkun w imieniu całego zarządu podał się do dymisji. Zebranie przekształciło się w sprawozdawczo-wyborcze. Nowo wybrany zarząd stawia sobie jedno, ale jakże ciężkie zadanie - utrzymania się w okręgówce. Jedną z pierwszych decyzji nowego zarządu było zatrudnienie trenera Z. Borkowskiego, który jak pokazuje historia klubu zawsze zostawiał drużynę na wyższym miejscu w tabeli, niż w chwili jej przyjęcia. Tak też okazało się w tym przypadku. Dobrze przepracowana zima oraz wzmocnienie drużyny trzema zawodnikami tj. Sebastianem Bąkiem, Krzysztofem Gajewskim i Krzysztofem Zakrzewskim przyniosło oczekiwany rezultat. Z ostatniego miejsca w tabeli po rundzie jesiennej drużyna kończy sezon na 9 miejscu z dorobkiem 42 punktów, okrzyknięta przez prasę rewelacją rundy wiosennej, wygrywając 8, remisując 4 i ponosząc tylko 3 porażki. W przerwie letniej przygotowując się do sezonu 2005/06 do drużyny powrócili: Stanisław Mizioł, Krzysztof Marzec i Paweł Ślusarczyk z drużyną podjęli treningi, również juniorzy Gandurski i Traube. Sezon zaczął się jednak nienajlepiej. Pierwszy mecz do 85 minuty przegrywaliśmy 0:2, aby zakończyć go szczęśliwie remisem 2:2. Później przyszły pierwsze zwycięstwa, co pozwoliło pozytywnie myśleć o przyszłości, niestety nie ominęły nas również wpadki i kłopoty. Ostatecznie rundę jesienną drużyna kończy na 7 miejscu z 22 punktami, co pozwala spokojnie przygotować się do rundy rewanżowej. Po świątecznej przerwie drużyna 10 stycznia tego roku rozpoczęła przygotowania do rundy rewanżowej. Jednak długa zima nie pozwoliła rozpocząć rozgrywek zgodnie z terminarzem i do dnia dzisiejszego rozegrano tylko 7 z 10 zaplanowanych spotkań. Ja jednak wierzę, że największe sukcesy Gryf ma jeszcze przed sobą. Jak będzie, myślę że czas pokaże. Kurier Gryfowski / Maj 2006 |
| następny artykuł » |
|---|

