Stiw to jeden z najbardziej kreatywnych
mieszkańców Gryfowa - rysuje komiksy, tworzy swoją grę RPG, do tego ma zdolności modelarskie. Na jednej z półek w jego domu stoi kilkanaście figurek. Stiwen wykonał
wszystko sam, z najzwyklejszej w świecie modeliny. Oto wywiad z Michałem
przeprowadzony do Odlotów 4/2007.
Dragu: Od kiedy robisz takie figurki?
Stiw: Od najmłodszych lat lubiłem bawić się
modeliną. Kiedy nie mogłem kupić sobie jakiejś zabawki, bo była za droga
lub niedostępna w sklepach - sam sobie ją lepiłem. W ten sposób powstawały
figurki przedstawiające bohaterów kreskówek takich jak Wojownicze Żółwie Ninja
lub G.I.Joe, a parę lat później Pokemony i Digimony, które lepiłem dla
młodszego brata. W pewnym momencie mojego dzieciństwa, zainspirowany grą na
Amigę "Moonstone" i figurkowymi systemami bitewnymi, zacząłem rzeźbić
różne rycerzyki, trolle, smoki i inne tego typu paskudztwa. Mniej więcej wtedy
narodziła się pasja, do której co jakiś czas powracam.
Dragu: Ile zajęło ci wykonanie najtrudniejszego modelu i
co to było?
Stiw: Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.
Nie liczę godzin spędzonych przy stole, tym bardziej, że nigdy nie robię
figurki od początku do końca. Zwykle jest tak, że zaczynam coś robić, potem to
odkładam i wracam do tego po paru dniach/tygodniach/miesiącach. To zależy od
humoru. Często zdarza mi się zacząć w międzyczasie inny projekt.
Tak samo nie wiem, która z moich figurek była
najtrudniejsza. Dość frustrujące było to, gdy kiedyś zachciało mi się ozdobić
pewnego gada dużą ilością łusek. Miałem z tym trochę zabawy. Musiałem narobić
mnóstwo malutkich kuleczek i poobklejać nimi wspomnianą figurkę. Co chwilę mi
się coś odkruszało i trzeba było poprawiać, ech... Właściwie figurka ta nie jest
moim największym osiągnięciem, wymagającym ode mnie jakichś specjalnych
umiejętności - teraz robię lepsze. Po prostu kosztowała mnie najwięcej nerwów.
Dragu: Ciągle robisz je w taki sam sposób?
Stiw: Proces produkcji jest ciągle taki
sam. Najpierw ugniatam masę w palcach, potem modeluję, na końcu wrzucam do
piekarnika i gotowe. Jak dotąd modelina pozostała moim ulubiony tworzywem.
Próbowałem rzeźbić z glinki samoutwardzalnej, ale ten materiał nie nadaje się
do tak małych form ( mowa tu o ludkach wysokości 8-10 cm). Na „green stuff” -
masę modelarską, której używają profesjonaliści - trochę szkoda mi kasy. Jedyną
zmianą jaka z czasem zaszła w moim warsztacie było to, że oprócz palców
zacząłem wykorzystywać jakieś improwizowane narzędzia jak żyletki czy wykałaczki.
To pozwoliło mi na dokładniejsze wykonywanie szczegółów. Na razie wykałaczki są
wystarczające, może kiedyś przerzucę się na miniwiertełka, lupy, dłutka i
pilniczki, ale to raczej dalsza przyszłość.
Dragu: Jaka jest tematyka twoich prac?
Stiw: Jeśli chodzi o tematykę, to jak już wcześniej wspomniałem,
dominują motywy fantastyczne i inspirowane przez popkulturę. Czasami są to
postacie z filmów czy gier komputerowych, ale to co lubię najbardziej to...
potworasy! W mojej dotychczasowej twórczości pojawiły się między innymi: smok,
minotaur, kilka wilkołaków, rogate potwory z trupimi czachami, a także coś z
mackami i zębami. Próbowałem nawet kiedyś zrobić gryfa. Taki swojski akcent.
Ale było to w ramach eksperymentów z gliną i porzuciłem ten projekt. Teraz stoi
niedokończony na półce i czeka na swoją kolej.
Dragu:
Projektujesz swoje wizje najpierw na papierze?
Stiw: Czasami tak. Zależy czy pomysł jest od
początku mój. Jeśli tak, to nie potrzebuję żadnych szkiców czy czegoś w tym
stylu. Po prostu sobie fristajluję. Zaś jeśli chodzi o wykonanie postaci np. z
jakiejś gry konsolowej, wtedy staram się jak najdokładniej ją odwzorować.
Wówczas muszę sobie zaznaczyć w co dany ludzik ma być ubrany, jaką ma mieć
spluwę czy inny ekwipunek. Taki szkic składa się właściwie z paru szybkich
kresek, więc nie jest to jakieś poważne projektowanie.
Dragu: Czy z taką pasją można jakoś powiązać swoją
przyszłość?
Stiw: Mam nadzieję, że tak. Gdzieś tam na
zachodzie, jest przecież rynek i są ludzie, którzy zajmują się tym profesjonalnie.
Póki co, w Polsce sprawa nie wygląda zbyt różowo, ale mimo to w sklepach
internetowych można czasem natknąć się na figurki polskich rzeźbiarzy. Zatem
kto wie... może gdzieś, kiedyś...
Dragu: Masz jakiś pomysł, którego jeszcze nie
udało ci się zrealizować?
Stiw: Mam całe mnóstwo pomysłów, których nie
zrealizowałem. Niestety mam słomiany zapał i nie umiem przez dłuższy czas
zajmować się jedną rzeczą (dlatego dotąd nie powstał ósmy numer Obstruktora,
ale ja nie o tym). Od paru miesięcy po moim biurku walają się: niedokończony
wilkołak, księżniczka Mononoke bez rąk i nóg i inne śmieci. Chciałbym w
przyszłości opanować też umiejętność odlewania swoich figurek. Przeczytałem
kiedyś parę poradników na ten temat znalezionych w Internecie. Zakupiłem potrzebne
materiały, ale jak dotąd efekty moich eksperymentów nie były zadowalające. Na
razie dałem sobie z tym spokój. Lecz jak to mówił Arnold Schwarzenegger w
filmie Terminator 2 - I'll be back :).
dragu
odloty
stiw
sztuka
wywiad
|