GŚpD czyli Należność i Edenica na tropie, cz I
10-03-2008

Odsłon : 119


Gryfów Śląski - niecałe 10 tysięcy mieszkańców - mieścina miejscami nowoczesna, miejscami zabita dechami. Tu wszyscy się znają i dużo o sobie wiedzą. Mogłoby się wydawać, że życie w tym mieście podąża ciągle tym samym, niezmiennym od wielu lat, szlakiem. W tym małym miasteczku jest jednak coś, co sprawia, że przyjezdnym serce zaczyna bić szybciej kiedy nastaje zmrok – zmieniają się reguły gry...

- Centrala! Tu Należność, mam tego (pipi) tuż przed sobą! Leci błękitnym BMW 3 wzdłuż Kolejowej, w kierunku PKP, nie ma tablic. Wygląda mi na to, że bydle nie da się łatwo zatrzymać – wykrzyczał do swojego walkie-talkie komisarz, dociskając pedał gazu.
- Zrozumiałem Cię. Rozkazy są proste: zatrzymać za wszelką cenę! Nie dbając o życie ściganego. Zrozumiałeś? –  na usta komisarza Należności wkradł się maniakalny niemalże uśmiech.
- Zrozumiałem. – potwierdził i odłożył walkie-talkie – Masz  teraz przechlapane, dobiorę Ci się do tyłka.
Tymczasem ścigany znalazł nieopodal Domu Kultury, co w połączeniu z koniecznością wyboru kierunku: w prawo lub w lewo, dało efekt w postaci nagłego, ostrego hamowania. Należność zredukował bieg na niższy, na co policyjny „Poldon” zareagował wściekłym rzężeniem silnika. Minęły ułamki sekundy. Jednak w lewo - BMW lekkim poślizgiem tylnych kół zaczęło wyrabiać zakręt. W tym czasie radiowóz Należności zrównał się z samochodem przestępcy. Spory zasób mocy po redukcji pozwolił na to by „Poldon”, ułamek sekundy później, wysunął się przed mknące BMW.
- BUM…   BUM, BUM, BUM!!! – wykrztusiła z siebie służbowa 9-tka, a jej słowa dosięgły przednich kół „trójki”. Eksplozja opon i zbyt duża prędkość, nie dały szans kierowcy. Błękitne BMW zniosło na lewą stronę ulicy, o włos mijając tylko tył policyjnej formuły. Uderzenie było tak mocne, że poderwało auto w powietrze, które przeleciało betonowy mur i wylądowało na taborze Lublinów miejscowego piekarza. Należność zawrócił zaciągając ręczny hamulec i podjechał na miejsce kraksy. Wyskoczył z auta i wykrzyknął:
- Lepiej by było dla Ciebie gnoju, jakbyś był martwy! Po tym co tu się wydarzyło wątpię, by świeży chlebek był jutro w sklepach, a ja nie wyobrażam sobie początku dnia bez przegryzienia kromeczki świeżego chlebka z serkiem!
O dziwo ścigany przeżył. Właśnie próbował się wyplątać, gdy obok niego pojawiła się postać komisarza, który spokojnie oznajmił: - Na Twoją korzyść działa to, że miałeś zapięty pas, bo byłby mandat jak ja (pipi). A teraz panie F1 przestań się wiercić. Jesteś aresztowany, co oznacza że Twoje cztery litery są w moich rękach – stwierdził już mniej spokojnie.
Okazało się, że ściganym mężczyzną był niejaki Carlos Huero Malitias. W Gryfowie rzadko zjawiają się goście o tak egzotycznych nazwiskach. Carlos przybył tu niedawno, prosto z Kuby. Kupił mieszkanie na Banditen Sztrase, znanej również jako ulica Partyzantów. Cel jego przyjazdu do Polski jak i wybór Gryfowa jako miejsca gdzie chciał się zatrzymać wydawały się podejrzane. Czego Kubańczyk mógłby szukać u nas? Kim jest? Po co przyjechał i czemu tak zawzięcie uciekał? Te pytania nie dawały spokoju dzielnemu komisarzowi.
-  ... w momencie gdy wychodziliśmy z zakrętu udało mi się go nieco wyprzedzić, wykorzystałem sytuację i oddałem cztery strzały. Resztę ciężko mi opisać bo widziałem to tylko we wstecznym lusterku... – chciał mówić dalej, ale przerwała mu tajemnicza kobieta o kruczoczarnych włosach.
- To pan zatrzymał Carlosa? Wydaje mi się że tak – nie pozwoliła mu odpowiedzieć – Chyba można to było zrobić nieco mniejszym kosztem. Ludzie się denerwują gdy zastają dobytek swego życia w takim stanie. Nie możemy pozwolić aby nasze działania doprowadzały do niechęci obywateli do stróżów prawa – kruczowłosa wypowiedziała niemalże encyklopedyczną formułę. Komisarz Należność nie pozostał jej dłużny:
- Chyba ktoś na śniadanie łyka słownik języka polskiego i popija wywarem z kodeksu prawnego. Nie wiem kto to do (pipi) nędzy jest Carlos i nie interesuje mnie to, czy ktoś za tą całą rozpierduchę się zdenerwuje czy nawet obrazi. Rozkaz był prosty, zrozumiałem go wyraźnie. Pozwolono mi na wszystko, więc zrobiłem wszystko, co wydawało mi się konieczne, by zatrzymać tego Kubańca. Jak się to komuś nie podoba, to jego problem droga pani. – wszyscy znajomi komisarza zaśmiali się lekko, ale chwilę później miny już im spoważniały. Nadchodził komendant i słyszał cała wymianę zdań:
- Należnosć! Rozkazy były rozkazami, ale mogłeś zrobić to chyba delikatniej, i proszę o to byś traktował kobiety w sposób, na jaki zasługują. - dodał lekko zmieszany i w dziwny sposób uniknął kontaktu wzrokowego z podwładnym.
- Co? Zrobić to delikatniej? Ktoś tu komuś dupą usiadł na mózg? Zabierzcie mnie stąd bo zaraz walne na plecy. Czy to już wszystko? Mogę jechać na komisariat dowiedzieć się co upolowana egzotyczna zwierzyna ma do powiedzenia?! - podniesiony głos Należności nie był wymierzony w kogoś szczególnego. Benzyny do ognia dolała tajemnicza kobieta, a zrobiła to mówiąc:
- Tak, jeśli o to pan pyta, będzie pan mógł być przy przesłuchaniu, jak pan to nazwał „upolowanego Kubańczyka”. – z lekkim szyderczym uśmiechem odwróciła wzrok w stronę komendanta.
- Zabezpieczyć to miejsce do czasu przyjazdu techników. Niech zajrzą nawet w rurę wydechową tego BMW. Jeśli coś było w tym aucie to chcę o tym wiedzieć i mieć to jako dowód. Dodatkowo niech ktoś prześledzi trasę ucieczki, może tam coś być. Jadę na przesłuchanie Carlosa. – łapiąc się za głowę na widok wraków tylu aut, komendant odwrócił się i wraz z komisarzem-brunetką wsiedli do służbowego nieoznakowanego pojazdu.
Przesłuchanie trwało niezwykle długo. Poszkodowany uciekinier cierpiał, ale nie mógł być spuszczony z oczu policji nawet na sekundę. Należność dowiedział się w trakcie tego przesłuchania, że jego zdobycz to wysłannik mafii z Kuby. Zajmuję się nielegalnym handlem bronią, ale i narkotyki są branżą w której nieźle sobie radzi. To że w Gryfowie dochodziło do podobnych zdarzeń zdążyło już przyzwyczaić komisarza do poznawania takich typków. Teraz jednak nie chodziło o sprzedaż kilku gnatów, lecz o niemalże cały zdemobilowany rosyjski arsenał. Na wieść o tym, komisarz aż sobie przysiadł i zaczął palić papierosa za papierosem, lecz dopiero to, czego dowiedział się chwilę później doprowadziło go do szewskiej pasji...

Robert Rightword 





   
Cytuj ten artykuł na swojej stronie
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed comment
 

Średnia ocena

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
   Powiadom mnie o odpowiedziach na ten komentarz
  Mathguard security question:
 R          GFL      
FK     R      1   98U
 A    JTC     N      
 Y     P      D   QDC
6WX           4      
   
   

Brak komentarzy

 
« poprzedni artykuł