Gdy po raz pierwszy usłyszałem o serialu Dexter,
moim skojarzeniem był animowany Dexter Laboratory. Po obejrzeniu pierwszego
sezonu muszę stwierdzić, że pewne wątki łączą Dextera i animację z Cartoon
Network. Jako jeden z nich można wymienić laboratorium, w którym obydwaj
panowie spędzają wiele swojego czasu na eksperymentach. Są jednak pewne, dosyć
wyraźne, różnice w obydwu serialach. Dexter o którym dziś piszę jest seryjnym
mordercą, a sam serial to nie kreskówka.
Tak jest, główny bohater jest seryjnym mordercą, działającym
inteligentnie i mordującym w swoim własnym, niepowtarzalnym i rytualnym stylu.
Już pierwsze minuty serialu obrazują z kim mamy do czynienia: Główny bohater
czai się na księdza w jego samochodzie. Gdy ten wsiada, leżący na tyłach
pojazdu Dexter wstaje i zarzuca na jego szyję stalową linkę. Poddusza go i
karze prowadzić samochód. Wyprawa kończy się w miejscu, w którym ksiądz dokonał
wcześniej zbrodni. Dexter w rytualny sposób morduje księdza, ponieważ ten był
pedofilem i mordercą dzieciaków. To właśnie odróżnia Dexa od innych podobnych
mu wykolejeńców - postępuje on zgodnie z kodeksem, którego nauczył go przybrany
ojciec Harry. Główny bohater nie zabija niewinnych, pomimo, że musi zaspokajać
ciągły „głód” mordowania. W związku z tym swój wolny czas poświęca na
wyszukiwanie morderców i zdobywaniu dowodów ich winy. Idzie mu to całkiem
nieźle. W końcu rozumie psychikę wykolejeńców. Po każdej ofierze Dexter na
pamiątkę zostawia sobie kropelkę krwi w szybkach laboratoryjnych. Gdy rozpoczyna
się serial w jego kolekcji jest 36 trofeów, w trakcie 12 odcinków ta liczba
rośnie sukcesywnie.
Dexter ma również „normalne” życie. Gdy nie zaspokaja swojej
mrocznej natury jest policyjnym laborantem. Prowadzi on badania nad śladami
krwi na miejscach morderstw. A tych w Maiami nie brakuje. Czy muszę pisać, że
Dex uwielbia swoją pracę i fascynuje go krew? Chyba zbyteczne...
Główną osią fabuły są poszukiwania zabójcy, obdarzonego
kryptonimem „Ice-Truck Killer”. Morduje on prostytutki na terenie miasta. Tnie
je na kawałki i zostawia w różnych dziwnych miejscach. Sprawa ta ma bliski
związek z głównym bohaterem, a działania „Ice-Truck Killera” przy okazji stają
się obiektem podziwu morderczego „ja” Dextera.
Historia wypada przekonywująco. Akcja kilku pierwszych
odcinków jest szybka. W okolicach 4 epizodu następuje zwolnienie, a widzowi
jest przybliżana sylwetka Dextera, jako normalnego nie wyróżniającego się z
tłumu człowieka. Ponowne przyspieszenie następuje w 3 ostatnich epizodach
pierwszego sezonu.
Scenariusz serii powstał na podstawie książki Jaffa
Linsday`a „Demony Dobrego Dextera”. Po lekturze wersji papierowej muszę
przyznać, że powiązania są dość luźne i tyczą się w głównej mierze bohaterów.
Fabuła serialu stanowi znaczące rozwinięcie motywów z książki. Na małym ekranie
bohater zabija częściej, a główny „zły” ujawnia się o wiele wcześniej niż na
kartach powieści. Scenarzyści wersji telewizyjnej odwalili kawał dobrej roboty,
w moim przekonaniu udoskonalając wątki zawarte w książce.
Obsada serialu wypada dobrze. Dexter to charakterystyczna
postać. W filmie gra go Michael C. Hall, uhonorowany za tę rolę m. in.
nominacją do nagrody Złotego Globu. Muszę przyznać, że wyraz jego twarzy
idealnie komponuje się z odgrywaną rolą seryjnego zabójcy. Aktor musiał przejść
casting bez najmniejszych problemów. Siostrę Dexa – Debrę odgrywa Jennifer
Carpenter, znana z roli tytułowej bohaterki „Egzorcyzmów Emily Rose”. Ta urocza
aktorka również jest idealnym odzwierciedleniem książkowej postaci. W obsadzie
serialu jedynie postać przełożonej Dextera – LaGuerty odbiega od książkowego
odpowiednika. Twórcy serialu postawili na mniej znane twarze, jednak mimo to
aktorstwo stoi na wysokim poziomie.
Film nakręcono w Miami. Mroczna historia została osadzona w
bardzo kolorowym tle. Ten miks fabuły i barwnych ujęć, z dodatkiem odrobiny
czarnego humoru sprawdza się bardzo dobrze. Na uwagę zasługuje również
artystyczna sekwencja początkowa, dokumentująca rozpiętość znaczeń czasownika
„ciąć”.
W ścieżce dźwiękowej przeważają Kubańskie rytmy. Jest to
kolejny z elementów nadających historii weselszy charakter. Jednak dla mnie
dość męcząca sprawa. Ciekawiej wypada oryginalna muzyka, stworzona na potrzeby
serialu. Napisał ją Daniel Licht. W utworach dominuje fortepian, jest trochę
skrzypiec, wokalu i elektroniki. Całość brzmi tajemniczo i ponuro, dla mnie
wygrywając z kubańskimi hitami. Niestety, w serialu częściej niż oryginalny
soundtrack słyszymy te skoczne utwory.
Seria jest doskonałą propozycją dla wielbicieli mocnego
kina, polecam oglądanie w męskim gronie. Z moich obserwacji wynika, że nie do
końca podoba się płci pięknej. Warto wziąć to pod uwagę, próbując nakłonić
swoją połowicę do oglądania któregoś z epizodów. Historia nie jest
jednoznaczna. Główny bohater, odarty z jakichkolwiek wyższych uczuć stara się
żyć „normalnie”, jednak nie zawsze mu to wychodzi. Sam przyznaje, że powinien
umrzeć tak samo jak jego ofiary. Mimo to Dexter zdobył moją sympatię. Obecnie
zabieram się za lekturę drugiej części książki pt: „Dekalog Dobrego Dextera”, a
w kolejce czeka druga seria telewizyjna. Polecam!
dragu
|
|
|
Aleeee
Przez: nowy (Gość ) 17-04-2008
P.S. Motyw umiejscowienia akcji w "Maiami" (jak piszesz)
» Zgłoś ten komentarz administratorowi
» Odpowiedz na ten komentarz...