W sieci strachu - niechciane nadajniki GSM
16-04-2008

Odsłon : 440


W sieci strachu20 marca 2008 w gryfowskim ratuszu doszło do spotkania, podczas którego zajęto się sprawą stacji bazowych sieci komórkowych na terenie gminy. Problem ten budzi spore kontrowersje od kilku lat. Ze szczególnym sprzeciwem spotyka się lokalizacja nadajnika sieci Plus GSM w Wieży. Mieszkańcy wioski od roku 2001 skarżą się na problemy, które stwarza ich zdaniem zbyt bliskie umieszczenie anten telefonii komórkowej. Kilkuletnia batalia nie przyniosła jednak żadnych wymiernych efektów. Nadajnik ciągle stoi na tym samym miejscu, w bardzo bliskim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych. W związku z tym burmistrz Olgierd Poniźnik, jeszcze w zeszłym roku, obiecał mieszkańcom spotkanie z przedstawicielami operatorów, którzy mają nadajniki na terenie naszej gminy.

We wstępie burmistrz przyznał, że rozmowa może być trudna, jednak nie da się bez niej obejść. Poprosił też, aby nie ulegać emocjom i nie zamienić spotkania w kłótnię.
W ratuszu byli obecni: Włodzimierz Matuszewski (Era), Zbigniew Dubiel (Orange), Grzegorz Michalak (Plus), Marek Chmielowski i Leokadia Mazur (Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska). Mieszkańcy Wieży zaprosili Zbigniewa Gelzoka - prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do życia”. Rozmowie przysłuchiwali się też radni i sołtys Wieży wraz z grupą mieszkańców wsi.

Przedstawiciel sieci Orange pokazuje dane dotyczące nadajniów na wieży ratuszowejNa początku każdy z przedstawicieli operatorów zaprezentował obecną infrastrukturę sieci w gminie oraz plany jej rozbudowy.
Orange ma w Gryfowie od 2002 roku stację bazową pracującą w częstotliwości 900 MHz. Obecnie Centertel wystąpił o pozwolenie na przebudowę i zwiększenie mocy w związku z planowanym rozpoczęciem pracy w częstotliwościach 1,8 GHz i 2 GHz. Pozwolenie zostało wydane w listopadzie zeszłego roku. W przygotowaniu są konieczne dokumenty i „Hipoteza”, z której wynika, że nowe nadajniki nie przekroczą dopuszczalnej w Polsce normy 0,2 W/m2.
Z uwagi na plany otwarcia tarasu widokowego na wieży ratuszowej Zbigniew Dubiel zadeklarował, że Orange i Era po wymianie nadajników na mocniejsze przygotują miejsce tak, aby turyści mogli czuć się na wieży bezpiecznie (stacja bazowa Ery, wspólna z siecią Orange - 900 MHz  - znajduje się na ratuszu, 40 metrów nad ziemią; firma planuje zwiększenie przepustowości, zmianę urządzeń nadawczych oraz montaż dodatkowej anteny radioliniowej).
Plus GSM to właściciel najbardziej kontrowersyjnego nadajnika powstałego w 2000 roku. Jak mówił Grzegorz Michalak, Polkomtel uzyskał pozwolenie i przeszedł wszystkie procedury. Stacja nadawcza pracuje tak, jak powinna - w trybie 900 MHz. Na maszcie obok zakładu energetycznego znajdują się 3 anteny sektorowe na wysokości 30 m oraz jedna radioliniowa na wysokości 40 m. Operator w związku z konfliktem nie ma planów związanych z rozbudową, a jedynie z wymianą outdoorów (służących nawigacji GPS) i montażem dodatkowej radiolinii.W sieci strachu

Następnie Leokadia Mazur z Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska wyjaśniła, co jest traktowane jako pole elektromagnetyczne i jakie są regulacje prawne, przyznając, że nie ma jasnych i jednoznacznych badań nad zjawiskiem oddziaływania pól na organizmy żywe. Działanie jest w dużej mierze zależne od predyspozycji organizmu, na który oddziałuje owo pole. Nadajniki usytuowane na obszarach zurbanizowanych budzą kontrowersje nie tylko w Gryfowie, ale polskie przepisy dotyczące dopuszczalnych mocy są - w porównaniu z innymi krajami Unii – bardziej restrykcyjne.
Inwestor zamierzający zbudować stację bazową musi wykonać wiele pomiarów, ponieważ są to obiekty mające znaczący wpływ na środowisko. Monitoring prac stacji rozpoczął się dopiero od roku 2005; wcześniej nie istniały urządzenia do pomiarów.
Pomiary, które w Wieży wykonywano w 7 punktach (plus w jednym punkcie w Gryfowie), nie wykazały żadnych przekroczeń dopuszczalnych norm.
„Ile opinii, tyle wniosków”
- przyznała L. Mazur, dodając, że badania nad zjawiskami powiązanymi z falami dopiero raczkują. Możliwe, że nie jest to szkodliwe, jednak do jednoznacznego udowodnienia takiej tezy potrzebne są jeszcze lata badań. Zakończyła swoją wypowiedź stwierdzeniem, że specjalna procedura obejmująca między innymi konsultacje społeczne powinna być przeprowadzona jeszcze przed lokalizacją nadajników. W Gryfowie ich zabrakło, natomiast w innych gminach po konsultacjach nadajniki są ustawiane poza miejscami zamieszkania.

Radni i mieszkańcy Wieży wraz ze Zbigniewiem GelzokiemZbigniew Gelzok ze stowarzyszenia „Prawo do życia” opowiedział o swej pracy w firmie specjalizującej się w montażach stacji: w roku 2002 przeżył szok, ponieważ przebywając przy stacjach bazowych zachorował. Przy nadajnikach można przebywać maksymalnie do 7 minut na dobę, zaś jego praca wymagała znacznie dłuższych kontaktów z polem elektromagnetycznym, co skończyło się chorobą zawodową i przedwczesną emeryturą.
Jego zdaniem, operatorzy stosują różne mechanizmy mające na celu zatuszowanie pewnych problemów związanych ze stacjami nadawczymi. Stowarzyszenie, na którego czele stoi, skupia zarówno poszkodowanych, jak i lekarzy, profesorów oraz ludzi z wyższym wykształceniem przekonanych o szkodliwości fal z nadajników. Stowarzyszenie odnosi sukcesy, wygrywając sprawy sądowe przeciwko operatorom czy też prowadząc rozmowy z władzami miast, w których mają powstać nowe nadajniki. Jak mówi pan Gelzok w przypadku Gryfowa powinna być zgoda wszystkich mieszkańców rynku na zamontowanie nadajników na wieży ratuszowej. Jednak najbezpieczniej jest, gdy tego typu instalacje znajdują się co najmniej 300 m. od zabudowy.
Z. Gelzok zwrócił też uwagę na dziwne praktyki operatorów, którzy nie informują o zagrożeniach związanych z używaniem telefonów komórkowych. Przykład - brak informacji o słuchawkach przewodowych, w które powinny być wyposażone wszystkie telefony używane przez dzieci. Zdaniem prezesa stowarzyszenia, nawet jeśli głosy o szkodliwości telefonii komórkowej dzielą się na pół, nie wolno bez dodatkowych badań ryzykować życia ludzkiego. Ta i inne opinie prezesa były dla operatorów na tyle kontrowersyjne, że wciąż mu przerywali, nie zgadzając się ze sporą ilością jego zarzutów.

W dyskusji jako pierwsza zabrała głos radna Urszula Maga, która spytała o ewentualnoPrzedstawiciele Insepkcji Ochrony Środowiska oraz operatorów OEry, Orange i Plusaść przeniesienia nadajnika umieszczonego w Wieży. W odpowiedzi przedstawiciel Polkomtela powiedział, że nie ma takich planów, ponieważ podpisana 15-letnia umowa z EnergiąPro gwarantuję zamortyzowanie się tej inwestycji.
Radny Marek Makowski z kolei gotów był przedstawić nieprawidłowości natury formalnej przy budowie nadajnika Ery, ale operator odparł ten zarzut, opierając się na zmianach w prawie, które nie obowiązują wstecz. Ponieważ wymiana zdań nie wskazała, kto ma rację, sprawą muszą się teraz zająć prawnicy.
Artur Hryniewicz zauważył, że pracownicy sieci Polkomtel przyjeżdżali w późnych porach, bez konsultacji z mieszańcami i robili coś przy nadajnikach. Jego zdaniem raporty Plusa mające dowodzić braku zagrożenia dla ludzi dotyczą terenów niezabudowanych.
Grzegorz Michalak przyznał, że Plus wprawdzie nie ma planuje rozbudowy stacji w Wieży, jednak stacja już się dławi i powinna zostać zmodernizowana.

Gdy doszło do podważania prawd i obalania mitów na temat oddziaływań pól elektromagnetycznych, gdy operatorzy twierdzili, że fale nie szkodzą, gdy mieszkańcy Wieży przedstawiali materiały obrazujące problemy z ich zdrowiem, a prezes Gelzok mówił o wielu nieścisłościach i badania naukowych, które zaprzeczają nieszkodliwości fal, temperatura na sali osiągała tak wysoki poziom, że studzić ją musiał burmistrz.

W podsumowaniu ponad 2-godzinnego spotkania Leokadia Mazur poprosiła operatorów o większą otwartość na problemy ludzi, o rzetelne informacje dla osób mieszkających w pobliżu nadajników oraz powiadamianie o wszelkich pracach modernizacyjnych.
Przedstawiciel Plusa nie wykluczając, iż informacja o pracach przy nadajnikach była niewystarczająca, obiecał lepszy kontakt z mieszkańcami w przyszłości i dodał, że nocne prace przy nadajnikach powodowane są małym obciążeniem sieci, a nie chęcią ukrycia czegokolwiek przed ludźmi.

Wniosków ze spotkania jest kilka. Po pierwsze – ponowne sprawdzenie prawidłowości procedur przy montażu stacji Plus w 2001 roku; po wtóre- rozmowa była okazją do zdobycia wiedzy fachowej w drażliwych kwestiach; po trzecie – będą konsultacje społeczne przed podjęciem decyzji.

*

Sprawa jest trudna i wymaga bliższego poznania. Głównym problemem jest brak badań potwierdzających szkodliwość lub nieszkodliwość oddziaływania zjawiska. U. Maga przypomniała, że kiedyś na pochodzie 1-majowym występowała w kombinezonie z azbestu. Wtedy również nie było żadnych badań potwierdzających szkodliwość tego materiału, a potem okazało się, że kontakt z azbestem jest szkodliwy. Dlatego szczególnie w Gryfowie powinniśmy ostrożnie podchodzić do podobnych spraw.
Skarżący się na problemy zdrowotne mieszkańcy cierpią na schorzenia, które mogą się przytrafić każdemu, bez względu na miejsce zamieszkania. Zastanawiająca jest co najwyżej częstość „typowych” zachorowań w pobliżu nadajników.
Mieszkańcy Wieży przyznają, że nie wyobrażają sobie życia bez telefonu komórkowego, ale nie zmieniają swego negatywnego nastawienia do bliskiego sąsiedztwa stacji bazowej.
Wydaje się, że rozwiązaniem może być przeniesienie nadajnika na teren po byłym kamieniołomie, jednak według przedstawiciela Plusa nie jest to możliwe: grunt pod obecny nadajnik został wykupiony na 15 lat i dopiero w wypadku nieprzedłużenia umowy dzierżawy nadajnik zostanie przestawiony w inne miejsce.
Prezes Gelzok uważa, że w tej sprawie mogą pomóc radni i burmistrz, który zadeklarował, że do 30 kwietnia zostaną wyjaśnione pewnie nieścisłości poruszone na spotkaniu. Czy będzie to równoznaczne z kolejnym spotkaniem i decyzjami naszych radnych - tego już się zgromadzeni nie dowiedzieli.

Mariusz Dragan

 

Rozmowa z Arturem Hryniewiczem - mieszkańcem Wieży.

Kiedy rozpoczęły się problemy związane z nadajnikiem?
- Początków można upatrywać w roku 2001. Maszt stał już wtedy od jakiegoś czasu, a ludzie zaczęli się skarżyć na różne dolegliwości i dziwne zachowania domowych urządzeń.

Czy stan zdrowia Pana rodziny też się pogorszył?
- Cóż, w przypadku mojej rodziny trochę wstyd mi mówić o problemach. Ogólnie rzecz ujmując: podniesiona temperatura ciała, wymioty, a nawet biegunki. Poza tym mam sąsiadkę, która uznawała, że nie ma nic złego w nadajniku. Na pół roku przeprowadziła się do sąsiedniej wsi. Wtedy dopiero zmieniła zdanie. Okazało się, że w nowym miejscu, oddalonym od nadajników, może spokojnie i długo spać. W swoim własnym domu często zrywała się o 2 w nocy.

Na spotkaniu mówił pan, że obecnie jest „stroną” w sprawie. Po co takie rozwiązanie?
- Analizując problem napotkałem na ogromne utrudnienia w urzędzie miasta. Wtedy była jeszcze inna władza w Gryfowie. Często zdarzało się tak, że nie chcieli mi pokazać dokumentów, do których powinien być publiczny dostęp. Mówiono mi, że nie jestem stroną w sprawie i w związku z tym nie mogę ich przeglądać. Zdarzało się również, że byłem odsyłany do powiatu w celu prześledzenia pewnych dokumentów. Gdy tak robiłem, okazywało się, że dokumenty te są tylko w naszym urzędzie gminy i jechałem na darmo. Aktualnie jako osobie, która weszła na drogę sądową przeciw firmie Polkomtel, sprawdzanie dokumentów jest trochę prostsze.

Czy myśli pan, ze sprawa nadajnika w Wieży ma szanse na szybkie rozwiązanie? Jakiego finału pan oczekuje?
- Myślę, że przy poparciu burmistrza i radnych problem dałoby się rozwiązać bardzo szybko.  Sprawa ciągnie się już kilka dobrych lat. Cieszę się, że w końcu doszło do dzisiejszego spotkania. Z jednej strony byli przedstawiciele sieci, z drugiej - ludzie, którym nadajniki najzwyczajniej w świecie szkodzą. Widać było, że nasz gość ze stowarzyszenia był dla przedstawicieli operatorów ciężkim orzechem do zgryzienia. Sami sobie nie jesteśmy w stanie poradzić, ponieważ nie posiadamy odpowiedniej wiedzy. Osobiście nic nie mam przeciw sieciom komórkowym. Uważam je za rzecz niezbędną w dzisiejszym świece. Sprawa tyczy innej kwestii - o oddalenie nadajników od zamieszkałych terenów. I właśnie takiego finału sprawy oczekuję.

Stwierdził Pan, że operatorzy nie postępują fair. Ma Pan może jakieś przykłady takich działań?
- Sprawę śledzę od początku. Jakiś czas temu udało się im zamontować uchwyty do anten, następnie odczekali kilka miesięcy, aby wrócić i wstawić w uchwyty nowe urządzenia. Udało im się to zrobić bez zauważenia. Gdy zjawili się po raz kolejny spytałem ich o pozwolenie na montaż dodatkowych urządzeń, czyli decyzję od starosty powiatu i zapytałem o złożenie wniosku w naszej gminie. Okazało się, że nie mieli tych dokumentów, więc poprosiłem o pomoc straż miejską. To poskutkowało. Po interwencji burmistrz wystosował pismo do Polkomtela, w celu zbadania sprawy. Po upływie dwóch tygodni dodatkowe nadajniki, które zostały zawieszone bez pozwoleń zostały ściągnięte. Myślę, że gdyby mieszkańcy byli obojętni na działania Polkomtela, to ten na jedno pozwolenie obwiesiłby cały maszt.

Ile osób jest obecnie zaangażowanych w problem?
- Pod petycją podpisało się ponad 120 osób. Pomaga nam również Stowarzyszenie „Prawo do życia”.

Czy bliska obecność nadajnika stwarza inne problemy niż zdrowotne?
- Oczywiście, choćby oglądanie telewizji. Są ogromne zakłócenia, w głośnikach często słychać dźwięk jak przy przychodzącej rozmowie telefonicznej. Urządzenia wariują. Zgłosiłem sprawę do energetyki. Powiedziano mi, że mam źle zrobioną instalację elektryczną w domu. W związku z tym wymieniłem wszystkie kable, a problem nadal pozostał.

Dziękuję za rozmowę.

 Creative Commons License





   
Cytuj ten artykuł na swojej stronie
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed comment
 

Średnia ocena

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
   Powiadom mnie o odpowiedziach na ten komentarz
  Mathguard security question:
 R          X4J      
TK     X    A F   2YW
 P    J39   CYL      
 6     Y      T   PQ6
DPR         EA3      
   
   

Brak komentarzy

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »