20 marca 2008 w gryfowskim ratuszu doszło do spotkania,
podczas którego zajęto się sprawą stacji bazowych sieci komórkowych na terenie
gminy. Problem ten budzi spore kontrowersje od kilku lat. Ze szczególnym
sprzeciwem spotyka się lokalizacja nadajnika sieci Plus GSM w Wieży. Mieszkańcy
wioski od roku 2001 skarżą się na problemy, które stwarza ich zdaniem zbyt
bliskie umieszczenie anten telefonii komórkowej. Kilkuletnia batalia nie
przyniosła jednak żadnych wymiernych efektów. Nadajnik ciągle stoi na tym samym
miejscu, w bardzo bliskim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych. W związku z tym
burmistrz Olgierd Poniźnik, jeszcze w zeszłym roku, obiecał mieszkańcom
spotkanie z przedstawicielami operatorów, którzy mają nadajniki na terenie naszej
gminy.
We wstępie burmistrz przyznał, że rozmowa może być trudna,
jednak nie da się bez niej obejść. Poprosił też, aby nie ulegać emocjom i nie
zamienić spotkania w kłótnię.
W ratuszu byli obecni: Włodzimierz Matuszewski (Era),
Zbigniew Dubiel (Orange), Grzegorz Michalak (Plus), Marek Chmielowski i
Leokadia Mazur (Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska). Mieszkańcy Wieży
zaprosili Zbigniewa Gelzoka - prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia
Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do życia”. Rozmowie przysłuchiwali się
też radni i sołtys Wieży wraz z grupą mieszkańców wsi.
Na początku każdy z przedstawicieli operatorów zaprezentował
obecną infrastrukturę sieci w gminie oraz plany jej rozbudowy.
Orange ma w Gryfowie od 2002 roku stację bazową pracującą w
częstotliwości 900 MHz. Obecnie Centertel wystąpił o pozwolenie na przebudowę i
zwiększenie mocy w związku z planowanym rozpoczęciem pracy w częstotliwościach
1,8 GHz i 2 GHz. Pozwolenie zostało wydane w listopadzie zeszłego roku. W
przygotowaniu są konieczne dokumenty i „Hipoteza”, z której wynika, że nowe
nadajniki nie przekroczą dopuszczalnej w Polsce normy 0,2 W/m2.
Z uwagi na plany otwarcia tarasu widokowego na wieży
ratuszowej Zbigniew Dubiel zadeklarował, że Orange i Era po wymianie nadajników
na mocniejsze przygotują miejsce tak, aby turyści mogli czuć się na wieży
bezpiecznie (stacja bazowa Ery, wspólna z siecią Orange - 900 MHz - znajduje się na ratuszu, 40 metrów nad
ziemią; firma planuje zwiększenie przepustowości, zmianę urządzeń nadawczych
oraz montaż dodatkowej anteny radioliniowej).
Plus GSM to właściciel najbardziej kontrowersyjnego
nadajnika powstałego w 2000 roku. Jak mówił Grzegorz Michalak, Polkomtel
uzyskał pozwolenie i przeszedł wszystkie procedury. Stacja nadawcza pracuje
tak, jak powinna - w trybie 900 MHz. Na maszcie obok zakładu energetycznego
znajdują się 3 anteny sektorowe na wysokości 30 m oraz jedna radioliniowa na
wysokości 40 m. Operator w związku z konfliktem nie ma planów związanych z
rozbudową, a jedynie z wymianą outdoorów (służących nawigacji GPS) i
montażem dodatkowej radiolinii.
Następnie Leokadia Mazur z Państwowej Inspekcji Ochrony
Środowiska wyjaśniła, co jest traktowane jako pole elektromagnetyczne i jakie
są regulacje prawne, przyznając, że nie ma jasnych i jednoznacznych badań nad
zjawiskiem oddziaływania pól na organizmy żywe. Działanie jest w dużej mierze
zależne od predyspozycji organizmu, na który oddziałuje owo pole. Nadajniki
usytuowane na obszarach zurbanizowanych budzą kontrowersje nie tylko w
Gryfowie, ale polskie przepisy dotyczące dopuszczalnych mocy są - w porównaniu
z innymi krajami Unii – bardziej restrykcyjne.
Inwestor zamierzający zbudować stację bazową musi wykonać
wiele pomiarów, ponieważ są to obiekty mające znaczący wpływ na środowisko.
Monitoring prac stacji rozpoczął się dopiero od roku 2005; wcześniej nie
istniały urządzenia do pomiarów.
Pomiary, które w Wieży wykonywano w 7 punktach (plus w
jednym punkcie w Gryfowie), nie wykazały żadnych przekroczeń dopuszczalnych
norm.
„Ile opinii, tyle wniosków” - przyznała L. Mazur,
dodając, że badania nad zjawiskami powiązanymi z falami dopiero raczkują.
Możliwe, że nie jest to szkodliwe, jednak do jednoznacznego udowodnienia takiej
tezy potrzebne są jeszcze lata badań. Zakończyła swoją wypowiedź stwierdzeniem,
że specjalna procedura obejmująca między innymi konsultacje społeczne powinna
być przeprowadzona jeszcze przed lokalizacją nadajników. W Gryfowie ich
zabrakło, natomiast w innych gminach po konsultacjach nadajniki są ustawiane
poza miejscami zamieszkania.
Zbigniew Gelzok ze stowarzyszenia „Prawo do życia”
opowiedział o swej pracy w firmie specjalizującej się w montażach stacji: w
roku 2002 przeżył szok, ponieważ przebywając przy stacjach bazowych zachorował.
Przy nadajnikach można przebywać maksymalnie do 7 minut na dobę, zaś jego praca
wymagała znacznie dłuższych kontaktów z polem elektromagnetycznym, co skończyło
się chorobą zawodową i przedwczesną emeryturą.
Jego zdaniem, operatorzy stosują różne mechanizmy mające na
celu zatuszowanie pewnych problemów związanych ze stacjami nadawczymi.
Stowarzyszenie, na którego czele stoi, skupia zarówno poszkodowanych, jak i
lekarzy, profesorów oraz ludzi z wyższym wykształceniem przekonanych o
szkodliwości fal z nadajników. Stowarzyszenie odnosi sukcesy, wygrywając sprawy
sądowe przeciwko operatorom czy też prowadząc rozmowy z władzami miast, w
których mają powstać nowe nadajniki. Jak mówi pan Gelzok w przypadku Gryfowa
powinna być zgoda wszystkich mieszkańców rynku na zamontowanie nadajników na
wieży ratuszowej. Jednak najbezpieczniej jest, gdy tego typu instalacje
znajdują się co najmniej 300 m. od zabudowy.
Z. Gelzok zwrócił też uwagę na dziwne praktyki operatorów,
którzy nie informują o zagrożeniach związanych z używaniem telefonów
komórkowych. Przykład - brak informacji o słuchawkach przewodowych, w które
powinny być wyposażone wszystkie telefony używane przez dzieci. Zdaniem prezesa
stowarzyszenia, nawet jeśli głosy o szkodliwości telefonii komórkowej dzielą
się na pół, nie wolno bez dodatkowych badań ryzykować życia ludzkiego. Ta i
inne opinie prezesa były dla operatorów na tyle kontrowersyjne, że wciąż mu
przerywali, nie zgadzając się ze sporą ilością jego zarzutów.
W dyskusji jako pierwsza zabrała głos radna Urszula Maga,
która spytała o ewentualno ść przeniesienia nadajnika umieszczonego w Wieży. W
odpowiedzi przedstawiciel Polkomtela powiedział, że nie ma takich planów,
ponieważ podpisana 15-letnia umowa z EnergiąPro gwarantuję zamortyzowanie się
tej inwestycji.
Radny Marek Makowski z kolei gotów był przedstawić
nieprawidłowości natury formalnej przy budowie nadajnika Ery, ale operator
odparł ten zarzut, opierając się na zmianach w prawie, które nie obowiązują
wstecz. Ponieważ wymiana zdań nie wskazała, kto ma rację, sprawą muszą się
teraz zająć prawnicy.
Artur Hryniewicz zauważył, że pracownicy sieci Polkomtel
przyjeżdżali w późnych porach, bez konsultacji z mieszańcami i robili coś przy
nadajnikach. Jego zdaniem raporty Plusa mające dowodzić braku zagrożenia dla
ludzi dotyczą terenów niezabudowanych.
Grzegorz Michalak przyznał, że Plus wprawdzie nie ma planuje
rozbudowy stacji w Wieży, jednak stacja już się dławi i powinna zostać
zmodernizowana.
Gdy doszło do podważania prawd i obalania mitów na temat
oddziaływań pól elektromagnetycznych, gdy operatorzy twierdzili, że fale nie
szkodzą, gdy mieszkańcy Wieży przedstawiali materiały obrazujące problemy z ich
zdrowiem, a prezes Gelzok mówił o wielu nieścisłościach i badania naukowych,
które zaprzeczają nieszkodliwości fal, temperatura na sali osiągała tak wysoki
poziom, że studzić ją musiał burmistrz.
W podsumowaniu ponad 2-godzinnego spotkania Leokadia Mazur
poprosiła operatorów o większą otwartość na problemy ludzi, o rzetelne
informacje dla osób mieszkających w pobliżu nadajników oraz powiadamianie o
wszelkich pracach modernizacyjnych.
Przedstawiciel Plusa nie wykluczając, iż informacja o
pracach przy nadajnikach była niewystarczająca, obiecał lepszy kontakt z
mieszkańcami w przyszłości i dodał, że nocne prace przy nadajnikach powodowane
są małym obciążeniem sieci, a nie chęcią ukrycia czegokolwiek przed ludźmi.
Wniosków ze spotkania jest kilka. Po pierwsze – ponowne
sprawdzenie prawidłowości procedur przy montażu stacji Plus w 2001 roku; po
wtóre- rozmowa była okazją do zdobycia wiedzy fachowej w drażliwych kwestiach;
po trzecie – będą konsultacje społeczne przed podjęciem decyzji.
*
Sprawa jest trudna i wymaga bliższego poznania. Głównym
problemem jest brak badań potwierdzających szkodliwość lub nieszkodliwość
oddziaływania zjawiska. U. Maga przypomniała, że kiedyś na pochodzie 1-majowym
występowała w kombinezonie z azbestu. Wtedy również nie było żadnych badań
potwierdzających szkodliwość tego materiału, a potem okazało się, że kontakt z
azbestem jest szkodliwy. Dlatego szczególnie w Gryfowie powinniśmy ostrożnie
podchodzić do podobnych spraw.
Skarżący się na problemy zdrowotne mieszkańcy cierpią na
schorzenia, które mogą się przytrafić każdemu, bez względu na miejsce
zamieszkania. Zastanawiająca jest co najwyżej częstość „typowych” zachorowań w
pobliżu nadajników.
Mieszkańcy Wieży przyznają, że nie wyobrażają sobie życia
bez telefonu komórkowego, ale nie zmieniają swego negatywnego nastawienia do
bliskiego sąsiedztwa stacji bazowej.
Wydaje się, że rozwiązaniem może być przeniesienie nadajnika
na teren po byłym kamieniołomie, jednak według przedstawiciela Plusa nie jest
to możliwe: grunt pod obecny nadajnik został wykupiony na 15 lat i dopiero w
wypadku nieprzedłużenia umowy dzierżawy nadajnik zostanie przestawiony w inne
miejsce.
Prezes Gelzok uważa, że w tej sprawie mogą pomóc radni i
burmistrz, który zadeklarował, że do 30 kwietnia zostaną wyjaśnione pewnie
nieścisłości poruszone na spotkaniu. Czy będzie to równoznaczne z kolejnym
spotkaniem i decyzjami naszych radnych - tego już się zgromadzeni nie dowiedzieli.
Mariusz Dragan
Rozmowa z Arturem Hryniewiczem - mieszkańcem Wieży.
Kiedy rozpoczęły się problemy związane z nadajnikiem?
- Początków można upatrywać w roku 2001. Maszt stał już
wtedy od jakiegoś czasu, a ludzie zaczęli się skarżyć na różne dolegliwości i
dziwne zachowania domowych urządzeń.
Czy stan zdrowia Pana rodziny też się pogorszył?
- Cóż, w przypadku mojej rodziny trochę wstyd mi mówić o
problemach. Ogólnie rzecz ujmując: podniesiona temperatura ciała, wymioty, a
nawet biegunki. Poza tym mam sąsiadkę, która uznawała, że nie ma nic złego w
nadajniku. Na pół roku przeprowadziła się do sąsiedniej wsi. Wtedy dopiero
zmieniła zdanie. Okazało się, że w nowym miejscu, oddalonym od nadajników, może
spokojnie i długo spać. W swoim własnym domu często zrywała się o 2 w nocy.
Na spotkaniu mówił pan, że obecnie jest „stroną” w sprawie.
Po co takie rozwiązanie?
- Analizując problem napotkałem na ogromne utrudnienia w
urzędzie miasta. Wtedy była jeszcze inna władza w Gryfowie. Często zdarzało się
tak, że nie chcieli mi pokazać dokumentów, do których powinien być publiczny
dostęp. Mówiono mi, że nie jestem stroną w sprawie i w związku z tym nie mogę ich
przeglądać. Zdarzało się również, że byłem odsyłany do powiatu w celu
prześledzenia pewnych dokumentów. Gdy tak robiłem, okazywało się, że dokumenty
te są tylko w naszym urzędzie gminy i jechałem na darmo. Aktualnie jako osobie,
która weszła na drogę sądową przeciw firmie Polkomtel, sprawdzanie dokumentów
jest trochę prostsze.
Czy myśli pan, ze sprawa nadajnika w Wieży ma szanse na
szybkie rozwiązanie? Jakiego finału pan oczekuje?
- Myślę, że przy poparciu burmistrza i radnych problem
dałoby się rozwiązać bardzo szybko.
Sprawa ciągnie się już kilka dobrych lat. Cieszę się, że w końcu doszło
do dzisiejszego spotkania. Z jednej strony byli przedstawiciele sieci, z
drugiej - ludzie, którym nadajniki najzwyczajniej w świecie szkodzą. Widać
było, że nasz gość ze stowarzyszenia był dla przedstawicieli operatorów ciężkim
orzechem do zgryzienia. Sami sobie nie jesteśmy w stanie poradzić, ponieważ nie
posiadamy odpowiedniej wiedzy. Osobiście nic nie mam przeciw sieciom
komórkowym. Uważam je za rzecz niezbędną w dzisiejszym świece. Sprawa tyczy
innej kwestii - o oddalenie nadajników od zamieszkałych terenów. I właśnie
takiego finału sprawy oczekuję.
Stwierdził Pan, że operatorzy nie postępują fair. Ma Pan
może jakieś przykłady takich działań?
- Sprawę śledzę od początku. Jakiś czas temu udało się im
zamontować uchwyty do anten, następnie odczekali kilka miesięcy, aby wrócić i
wstawić w uchwyty nowe urządzenia. Udało im się to zrobić bez zauważenia. Gdy
zjawili się po raz kolejny spytałem ich o pozwolenie na montaż dodatkowych
urządzeń, czyli decyzję od starosty powiatu i zapytałem o złożenie wniosku w
naszej gminie. Okazało się, że nie mieli tych dokumentów, więc poprosiłem o
pomoc straż miejską. To poskutkowało. Po interwencji burmistrz wystosował pismo
do Polkomtela, w celu zbadania sprawy. Po upływie dwóch tygodni dodatkowe
nadajniki, które zostały zawieszone bez pozwoleń zostały ściągnięte. Myślę, że
gdyby mieszkańcy byli obojętni na działania Polkomtela, to ten na jedno
pozwolenie obwiesiłby cały maszt.
Ile osób jest obecnie zaangażowanych w problem?
- Pod petycją podpisało się ponad 120 osób. Pomaga nam
również Stowarzyszenie „Prawo do życia”.
Czy bliska obecność nadajnika stwarza inne problemy niż
zdrowotne?
- Oczywiście, choćby oglądanie telewizji. Są ogromne zakłócenia,
w głośnikach często słychać dźwięk jak przy przychodzącej rozmowie
telefonicznej. Urządzenia wariują. Zgłosiłem sprawę do energetyki. Powiedziano
mi, że mam źle zrobioną instalację elektryczną w domu. W związku z tym
wymieniłem wszystkie kable, a problem nadal pozostał.
Dziękuję za rozmowę.
|
|
|