Stowarzyszenie „Awantura” wydaje się znaną organizacją w
Gryfowie i okolicach, jednak na pytanie: „Co ono tak właściwie robi?” nikt nie
zna pełnej odpowiedzi. Najlepiej kojarzone działania Awantury, to różnego
rodzaju imprezy w Klubie Fabryka, jednak jak się okazuje nie tylko tym zajmuje
się stowarzyszenie. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości i poznać odpowiedzi na
choć część nurtujących mnie pytań, postanowiłam porozmawiać z prezesem Awantury
- Mariuszem Draganem, znanym również jako Dragu. Oto, czego udało mi się
dowiedzieć:
Olka Rajca: Jak wszyscy wiemy, stowarzyszenie, którego
jesteś prezesem nazywa się AWANTURA. Skąd taka nazwa?
Dragu: Na samym początku, gdy tylko padł pomysł aby założyć
stowarzyszenie, szukaliśmy nazwy, która spodoba się wszystkim i będzie naszym
znakiem rozpoznawczym. Założyliśmy więc forum, na którym każdy przyszły członek
mógł wpisać swoją propozycję. Pomysłów było mnóstwo, a „Awanturę” wymyśliła
Aneta Pałkowska. Były pewne obawy wobec tej nazwy, jednak ostatecznie
stwierdziliśmy, że idealnie oddaje ducha naszej organizacji. Początkowo
‘Awantura’ miała być skrótem od „AWANgardowa kulTURA”, jednak obecnie nie
rozwijamy tego słowa. Po prostu lubimy, gdy coś się dzieje i zmienia. Działamy
bardzo szybko, a efektem naszego działania zawsze jest jakaś mniejsza lub
większa awantura.
O: Po wymyśleniu
nazwy stowarzyszenia przyszedł czas na logo. Kto był jego pomysłodawcą?
D: Logo zawdzięczamy Piotrowi Pruszczyńskiemu. Wyborom
logotypu również towarzyszyła... awantura. Propozycji na znak graficzny było
ponad dziesięć. Najpierw odbyło się tajne głosowanie, podczas którego wygrało
zupełnie inne logo. Tuż po wyborze zaczęliśmy narzekać, że to chyba jednak nie
najlepszy wybór. Odbyła się żywa wymiana zdań (awantura, awantura!), a jej
efektem było wybranie naszego dzisiejszego logo.
O: Jakie działania stowarzyszenia uważasz za najważniejsze?
D: Najważniejsze moim zdaniem są działania mające na celu
promocję kultury i sztuki, zarówno w wydaniu ulicznym, jak i bardziej poważnym.
Nasze działania rozpoczęliśmy od sporej inicjatywy - Wiosennej Awantury.
Impreza trwała ogółem kilka dni w maju i czerwcu 2007, a w jej programie były
dwudniowe warsztaty fotograficzne, warsztaty dla dzieci niepełnosprawnych, dwa
wernisaże oraz impreza dla młodzieży w klimatach house i drum'n'bass.
O: Kontynuujac temat imprez, są to działania którymi do tej
pory zajmowaliśmy się bardzo intensywnie. D:Zorganizowaliśmy ich około 10.
Ponadto zorganizowaliśmy 5 wystaw fotograficznych. Ostatnio przygotowaliśmy
także akcję sprzątania jeziora, którą docenił nasz burmistrz. W przyszłości
chcemy nadal organizować akcje proelokolgiczne.
Moim osobistym marzeniem jest nakręcenie filmu fabularnego.
Chciałbym, żeby powstał w tym roku, ale na razie trzeba spłodzić scenariusz. W
planach mamy też promowanie sportów ekstremalnych, jednak w tej kwestii na
razie nie za wiele udało się zdziałać.
O: Jak sam mówisz,
przygotowanie imprez jest bardzo czasochłonne, ale na pewno też wymaga
znacznych środków finansowych. Skąd
więc je czerpiecie?
D: Źródeł finansowania
nie mamy zbyt wiele, więc większość naszych działań realizujemy minimalnymi
kosztami. Zrobienie imprezy kosztuje ok. 2500 zł, a my potrafimy zrobić takową
za ok. 400 zł. Kombinujemy jak możemy - coś pożyczymy, ktoś coś przyniesie i da
nam za darmo, ktoś pomoże posprzątać. W przygotowaniu pomagają wolontariusze.
Obecnie chciałbym zając się organizacja koncertów rockowych.
Jest to trudniejsze, niż przygotowanie występów DJ-ów, albo koncertu hip
hopowego, ale będę próbował z wszystkich sił.
Głównym źródłem finansowania stowarzyszenia są miesięczne
składki po 5 zł. Niewiele, ale nie chcemy zbytnio obciążać, w większości bardzo
młodych i niepracujących, członków Awantury.
Przy tym nie mamy sponsorów, ale mam nadzieję, że po tym wywiadzie,
ulegnie to zmianie (śmiech).
O: Jakich ludzi
skupia stowarzyszenie?
D: Stowarzyszenie
skupia głównie artystów amatorów, którzy swoją działalność prowadzą
niekomercyjnie. Są to fotograficy, graficy, raperzy, didżeje, poeci, muzycy i
pasjonaci kina. Klimat jest bardzo pozytywny i sprzyja kreatywnemu działaniu. W
stowarzyszeniu jest 29 osób. Decyzje podejmujemy zazwyczaj jednogłośnie. W
Awanturze są też ludzie starsi, ale młodzi duchem, bez których nie wyobrażamy
sobie pracy.
O: Co Ci daje stanowisko prezesa Awantury?
D: Fajną pieczątkę i nową ksywę – Prezes (śmiech). A
poważnie mówiąc, stanowisko to daje mi satysfakcję, możliwość samorealizacji i
poznawania nowych ludzi. Jako Awantura możemy dokonać tego, czego zawsze
chcieliśmy, a było to utrudnione bez pewnych formalności. Poza tym
stowarzyszenie jest dla mnie doskonałą praktyka przed założeniem własnej firmy.
O: A jakie są minusy bycia prezesem?
D: Nie mam prawa jazdy i dużo muszę się nachodzić, kiedy
trzeba coś zrobić (śmiech). Poza tym czasami trzeba coś załatwiać na ostatnią
chwilę i okazuje się, że muszę zrezygnować z ważnych spraw osobistych, aby
jakieś nasze działanie miało szanse dojść do skutku.
O: A gdybyś miał możliwość objęcia tego stanowiska jeszcze
raz, zgodziłbyś się?
D: Za rok będą kolejne wybory prezesa i wtedy się okaże jak
wygląda poparcie dla mnie.
O: Czym się zajmujesz w czasie wolnym od
"prezesowania"?
D: Trochę tego jest, nie wiem czy wymienię wszystko, ale
spróbuję. Od stycznia 2007 prowadziłem Gryfowskie Odloty, najpierw w Kurierze
Gryfowskim, teraz w Internecie. Do tej pory ukazało się 15 wydań. Więcej już
nie będzie. W tej chwili zamierzam wystartować z zupełnie nowym
kulturalno-rozrywkowo-sportowym portalem pod adresem www.antykultura.pl.
Aktualnie uczę się obsługi tego typu stron. Od ponad dwóch lat zajmowałem się
pisaniem i promocją portalu gryfow.info. To również niedługo będzie historia,
ponieważ planuję otwarcie własnej strony Gryfowa. Poza tym aktywnie działam w
sieci. Prowadzę bloga dragu.pl, a pod adresem www.mariuszdragan.com znajduje
się kilkanaście galerii z wydarzeń w naszym mieście. Poza tym uwielbiam
projektować grafikę i logotypy, mam nadzieje niedługo robić to komercyjnie. Od
czasu do czasu pisze książkę, trochę czytam i gram na konsoli. Poza tym pomagam
ludziom w wielu małych i większych sprawach. Uogólniając uwielbiam kreatywnośc, tworzenie i nowe wyzwania. Oczywiście lubię tez się czasem
ponudzić i to bardzo.
O: Jakie masz plany
na przyszłość?
D: Chciałbym rozpromować Gryfów Śląski i udowodnić, że nawet
w małym mieście, można robić duże rzeczy. Nie jest to proste, ale staram się to
robić cały czas. Muszę przyznać, że brakuje trochę wsparcia „z góry”. Jest
kilka osób rozumiejących potrzeby młodych, jednak nie ma jakiegoś specjalnego
zrozumienia. Na naszym ostatnim zebraniu gościliśmy burmistrza. Dowiedzieliśmy
się od niego więcej o stanie dróg i rolnictwa, niż inwestycjach w kulturę, czy
nowoczesne technologie. Mimo to mam nadzieję, że nam się uda i któregoś dnia
przygotujemy wydarzenie o którym będzie głośno w ogólnopolskiej skali.
O: Powodzenia więc i dziękuję za wywiad.
D: Dziękuję również.
|
|
|